Stali bywalcy :)

poniedziałek, 15 maja 2023

29 / 2023

Matencja zaczyna mnie przerażać. Wiem, będzie już tylko gorzej. W zeszłym tygodniu zawiozłam rodzicom bigos i łazanki. Dziś w rozmowie dowiedziałam się że ten makaron z kapustą bardzo jej smakuje. Nie, ona nie zna łazanek, nie gotowała nigdy takiego dania, nawet tego słowa nie zna. Masakra. Początkowo usiłowałam wytłumaczyć, przypomnieć. Szkoda energii. Więcej zamieszania z tego wychodzi niż to warte. No i oczywiście to ja jestem w błędzie, bo ona przecież wie. Tak, to już tylko opakowanie po dawnej pełnej energii, wigoru kobiecie. Cały czas myślę, że dobrze by było gdyby trafiła do neurologa. Może przepisałby jej jakieś leki poprawiające funkcje mózgowe, kojarzenie, myślenie, pamięć. Niestety sama zainteresowana twierdzi że nic jej nie jest, wszystko jest ok, nie ma potrzeby konsultacji, a ja się złośliwie czepiam i jej nie rozumiem. Jakiś czas temu (pół roku temu) miała przepisany przy konsultacji u psychiatry antydepresant. Oczywiście go nie brała bo po co, a ja o tym że go ma nie wiedziam. Kiedy zaczęłam temat, że powinna zgłosić lekarzowi POZ potrzebę wzięcia procha na depresję, bo zrobiła się rozdrażniona, depresyjna, nerwowa, płaczliwa to wtedy dopiero mi powiedziała że taki antydepresant ma wykupiony. Dopiero po rozmowie i przekonaniach zaczęła go brac. I brała chyba przez miesiąc, a potem oczywiście przestała, bo przecież go nie potrzebuje, no i po tym leku robią się jej czerwone nogi, czyli zaburzenia krążenia. No i odstawiła. Nie przegadasz, nie zmusisz. Teraz jest już wypłukana z tych substancji leczniczych więc mamy nawrót wcześniejszych objawów i kółko się zamyka. Jutro jadę z nią na badanie żył, żylaków znaczy. Sprawdzimy co to z tymi jej czerwonymi nogami się dzieje. Przy okazji robię też to badanie sobie. Może znowu coś tam się pozmieniało co kwalifikuje mnie do kolejnego zabiegu (obie nogi już były robione). Jeśli wszystko wyjdzie ok to będzie to kontrola ot tak, kilka lat po zabiegach. Mam w planach potem po badaniach umyć u nich okna. Trzymajcie proszę kciuki za moje nerwy. Obyśmy się znowu nie pokłóciły. Obiecuję że postaram się liczyć przynajmniej do 20.

W temacie walki o siebie zaliczyłam dziś pierwszy samotny spacer po naszym sypialnianym lesie w celach dietetyczno -  terapeutycznych. Wydreptalam w nieco ponad godzinę 6 km. Połączyłam dwie przyjemności, bo w słuchawkach miałam podcast radiowej audycji, bez muzyki więc odgłosy lasu do mnie dochodziły.
Brawo ja! 😀

Foto pamiątka że skansenu.
Czy  ktoś z Was miał w dzieciństwie taką skarbonkę? 

niedziela, 14 maja 2023

28 / 2023

Wróciliśmy z wojaży. Aktywnie (nogi, a konkretnie uda, biodra, bolały mnie jak chol...a) nie zliczę ile km przedreptalismy ulicami miasta na literkę Ł., edukacyjnie (wniosek: przemysł lekki wcale nie był lekki), sentymentalnie (bezcenna ta chwila gdy ślady swojego dzieciń_stwa znajdujesz w skans_enie), integracyjnie (ale z  umiarem), sympatycznie (bo tak jest zwykle) i z piękną pogodą. Czego chcieć więcej? 
Dziś po powrocie, jeszcze na spontanie obejrzany film pana W. w nawiązaniu do tego co zwiedzaliśmy, a jutro do pracy.
No i po weekendzie.

PS
A o tym, że z niechęcią patrzę w lustro już pisać nie będę. Dodatkowe kilogramy, ociężałość, problemy z poruszaniem się, zmiana sylwetki i kompletny brak fryzury. Nie znam tej baby w lustrze a już wiem że jej nie lubię.
Sama sobie tłumaczę, że potrzebowałam wpaść do takiego doła by zacząć coś robić żeby z niego się wygrzebać. Psychicznie nie jest ok, ale nie poddaję się, walczę.

niedziela, 7 maja 2023

27 / 2023

Bardzo dziękuję za miłe słowa a propos włosów. Tak, jestem świadoma, że mogą zrobić wrażenie, to miła świadomość, że robią 😉 ale... Teraz już są zdecydowanie za długie. Doczekałam do momentu gdy mogę śmiało powiedzieć że mam zbyt długie włosy, wow... 👀 Za długie czyli nieporęcznie, grubo, ciężko, gorąco, niewygodnie. Przy twarzy łyso i pusto, no chyba że rozpuszczone, ale to rzadko. Staję rano przed lustrem i pół godziny kombinuję co z nimi zrobić, a potem jak zwykle wychodzę w np. końskim ogonie 😉 Nie używam suszarki, schną naturalnie. Zwykle myte wieczorem rano są jeszcze wilgotne i tak je spinam, a gdy po pracy rozpuszczam to czuję jeszcze wilgoć przy głowie. To, że są ciemne to efekt farby, mimo że to mój naturalny kolor. Niestety od bardzo już wielu lat farbuję włosy z uwagi na siwiznę, która pojawiła się u mnie bardzo szybko, jeszcze przed 30. Teraz to już praktycznie całą głowę mam siwą. Wiem, że jest taki trend by nie ukrywać siwizny, by być naturalną. Nie jestem jeszcze na to gotowa, przecież całe życie widzę w lustrze brunetkę🫣. Co do długości, to sama jestem w lekkim szoku bo to mój życiowy rekord; od króciutkiej sportowej prawie "zapałki" do tego co widać na zdjęciu w trzy lata. 
Zgodnie z sugestią fryzjerki najpierw odświeży mi kolor na całych włosach, bo ja farbuję się samodzielnie i robię zawsze tylko odrosty. I nałoży mi refleksy, by stopniowo zgubić tą brunetkę. No i te włosy przede wszystkim trzeba skrócić, wystopniować by się dobrze układały, by było ich mniej.
Kiedy widzę na ulicy fajną zadbaną babkę z króciutko ostrzyżoną fryzurą to głowa mi się sama za nią odwraca 😀😉 Te długowłose nie robią na mnie takiego wrażenia, serio. 
I tyle o włosach 😉

A to refleksy wyszukane w necie

sobota, 6 maja 2023

26 / 2023

Matencja
zadzwoniła na drugi dzień rano do mnie do pracy jakby nigdy nic. Tzn. kontynuowała relację dotyczącą tematu Tatencjusza, ale nie wracała już do "mojego" tematu. Chłodno mogę uznać, że dla Matencji cenniejsza jest możliwość wylewania mi do ucha żalu i narzekań na Tatencjusza niż strzelenie focha w moją stronę. Przerabiam sobie w głowie, że w osobie z którą rozmawiam, która sączy te wszystkie okropne rzeczy, narzeka, wypomina, użala się i płacze, w tej osobie nie ma już mojej Mamy, to tylko opakowanie. Dlatego nie mogę myśleć i reagować emocjonalnie. Nie warto. Muszę być ponad to. Póki co nie jadę, bo nie ma potrzeby. Ale przecież są telefony... Wysłuchuję, niczego nie potwierdzam, nie potakuję, tak na wszelki wypadek, by nie utwierdzać jej w przekonaniu że ma rację, że dobrze mówi i by uniknąć sytuacji że "Anonimka też mówiła że tak/nie ...". Widzę że nakręca się na maxa. Przywołuje żale i pretensje do Tatencjusza sprzed lat. Szczytem jest foch w sprawie wyboru mieszkania tuż po ich ślubie. Przypomnę tylko że moi rodzice brali ślub 57 lat temu. Ręce opadają.
Mała
zadowolona z wojaży, towarzystwa i efektów pracy. A to najważniejsze. Cieszę się jej radością.
Młodzi
byli u nas na planszówkach. To było wtedy gdy jechałam do Matencji z interwencją. JuzNiePanna mnie dobrze rozumie, bo ona ma podobne jazdy ze swoimi rodzicami.
SzM
chyba już pisałam o tym, że dla mnie bardzo istotne jest sposób podania informacji, a on bardzo często do mnie burczy. Ostatnio wyrzuciłam z siebie, że mi to leży na wątrobie. Że staram się mówić do niego tonem przyjaznym sympatycznym, nawet wtedy gdy nie bardzo mam na to ochotę, bo to przecież nie jego wina że mnie coś ugryzło i drażni. A on tak się zachowuje, takim tonem do mnie mówi, że niejednokrotnie flaki mi się wywracają. No i przyznać muszę, że chyba dotarło.
Ja...
w końcu dotarłam do fryzjera by umówić termin. Czyli pierwszy krok za mną. Będę chciała skrócić tak by móc je spiąć, ale żeby rozpuszczone były, wiły się wokół twarzy. I farba tj. refleksy czyli pierwszy krok by z brunetki stać się ciut jaśniejszą postacią. A fota ku pamięci...
Pracowo
jest ok. Okrzepłam. Dojrzałam. Poczułam się na miejscu. Nieobecność na firmowym pokładzie szefa szefów już mnie nie wprawia w stres.
Aktualności...
Dziś koro_na_cja Ka_ro_la. Jestem fanką "The C_ro_wn" i mając w pamięci zdarzenia w Rodzinie W. z przeszłości myślę sobie ileż to się tam pozmieniało. Królowa Ca_mil_la. Ta wzmianka Teleexpressu zrobiła na mnie wrażenie. Gdzie te wcześniejsze sztywne wytyczne, które były tak ściśle przestrzegane. Po obejrzeniu serialu bardzo mi żal było głównej postaci, sędziwej dziś już śp. Elżbiety. Nie chciałabym takiego życia. I nie zdecydowałabym się na pewno na jakikolwiek krok w życiu który spowodowałby utratę mojej prywatności. To kompletnie nie moja bajka. A Wy?

środa, 3 maja 2023

25/2023

Dawno nie pisałam o Matencji... 😉
Znowu się zaczyna.. @$_?!!_(-&!!!... Wczoraj kolejne pretensje do Tatencjusza wykrzyczane i wyszlochane do mnie przez słuchawkę. Plus wczorajsza wisienka na torcie... Matencja w trakcie utarczki słownej wyrzuciła mi, że o nią nie dbam, nie interesuję się, nie domyślam się (!). Z akcentem na to ostatnie, bo przecież powinnam. Dzisiaj kolejna akcja z Tatencjuszem. Pojechałam interweniować, bo było ostro. Tak mi powiedziała przez telefon. Koniec końców wiadomym jest, że oni się nie dogadają nigdy. Ona jest okropna, jego mi w tym wszystkim mimo wszystko żal. I nie dziwię się, że nerwy mu puszczają, a ciśnienie skacze w górę. A ja... Ja to jestem samo zło, robię wszystko przeciwko niej i trzymam stronę ojca. I tak to. A jadąc tam obiecywałam sobie w duchu że będę spokojna, będę liczyć do 10, nie dam się wyprowadzić z równowagi i będę mówić cicho. Z przykrością stwierdzam że nie dałam rady. Poległam. Oczywiście jestem teraz zlepkiem wkurwia, frustracji i poczucia winy. Bo skończyło się kiepsko, wyszłam mówiąc, że skoro ona tak uważa to mogę nie przyjeżdżać wcale.

Starość jest okropna. 

poniedziałek, 1 maja 2023

24 / 2023

Majówka trwa...
W tym roku jakoś się zorganizowaliśmy, choć trochę. Zapewne byłoby bardziej rowerowo gdyby nie to że po niedzielnym zaliczeniu przeze mnie gleby, a konkretnie to płytek chodnikowych, moje kolano jeszcze dochodzi do normy. W zasadzie samo kolano jest ok, bez zastrzeżeń na szczęście, ale przytarta na nim skóra jeszcze nie jest ok.  
Piątek weekendu początek więc jak przystało na pracoholika dopinałam wszystko tak by mieć spokojne sumienie (bo 2 maja mam wolne) i wyszłam z pracy godzinę później. Wieczór już na luzie w myśl zasady "pomyślę o tym jutro".
Sobota była na pełnym spontanie. Najpierw zakupy, potem ogarnięcie chałupy, a w międzyczasie wyszliśmy z inicjatywą towarzyską i odwiedziła nas siostra SzM z mężem. Było miło i sympatycznie. 
Niedziela to spacer po naszej bliskiej okolicy, ze znajomymi, tak, to nasza inicjatywa 👀. Chyba ze trzy godziny nam to zajęło, a pogoda była cudna. Jak wracaliśmy do domu to miałam wrażenie że mi nogi wyjdą ramionami 😉 I już potem lenistwo na maxa. 
1 maja poniedziałek planujemy wycieczkę w ładne spacerowe miejsce w towarzystwie kolejnych znajomych (to ich inicjatywa) i być może Młodych.
2 maja wtorek planujemy wypad towarzyski ma grilla do znajomych, a tam będą jeszcze jedno znajomi. Myślę że będzie fajnie.
3 maja środa to póki co brak planu, ale może uda się nam już coś pokręcić na rowerze, zobaczymy jak tam moje zdarte kolanko będzie się czuło.

Mała wojażuje pracowo-prywatnie, tym razem w Hiszpanii. Już się chyba przyzwyczaiłam do tych jej solo-tripów. Nie mam natrętnych czarnych myśli. Jestem z siebie dumna, bo tym razem już "nie leciałam razem z nią". Nawet nie sprawdziłam jak wygląda i gdzie ma lokalizację hotel. Dojrzałam, ujarzmilam swoje lęki czy po prostu już się przyzwyczaiłam?
Rozmawiałyśmy z Małą o Matencji. Powiedziała mi bardzo mądrą rzecz, świetnie to ujęła. To nie jest lustro, to tak nie działa. Muszę to sobie często powtarzać. Bo wyrzut sumienia mnie zagryzie. I lęk przed odbiciem lustrzanym w relacjach: Matencja - ja, a potem ja - Mała.

Matencja i Tatencjusz... standard. Żrą się jak zwykle. Tzn. ona "przecież się może odezwać, bo czy to znaczy że jej w tym domu już nic nie wolno i za to wszystko co on jej zrobił to ona do niego śpiewać nie będzie (i dlatego poniewiera nim na maksa, a w głosie ma tyle jadu i złości, że głowa mała). A on kiedy tylko może ucieka z domu do garażu, piwnicy, kolegi. A ona aż kipi ze złości, żalu, niemocy że nie może sama wyjść. A jak on siedzi w domu to zamyka się w swoim świecie (tv, słuchawki na uszach) i ona go kompletnie nie interesuje. On nie wchodzi w żadne dyskusje, bo po pierwsze źle słyszy (dwa aparaty leżą i czekają), a po drugie co się chłop nie odezwie to i tak ona go obsztorcuje. Biedni są w tym wszystkim oboje. Każde nieszczęśliwe na swój sposób. On ma czyściec za żywota za wszystkie złe rzeczy, które jej uczynił, a ona płaci za to że nie miała sił i odwagi na to by zacząć życie na własny rachunek. Przypuszczam że kasa też tu grała rolę. Bo przecież była. Matencja była mamą niepracującą, która miała za zadanie dbać o dom i dzieci, a Tatencjusz zarabiać. Taki mieli podział. To były ich decyzje. 
Problemy małżeńskie mieli od zawsze, tzn. od kiedy ja pamiętam. Dopiero jako dorosła osoba, po wielu latach swojego małżeństwa przyznałam rację SzM, że w tym ich teamie to nie tylko Tatencjusz jest tym złym. Ale skoro od dziecka o tym słyszałam to musiało mi zająć trochę.

Od dłuższego już czasu mam problem utrzymania komunikacji z Matencją. Dopóki wszystko jest po jej myśli to jest ok. Ale jeśli nie to drama się zaczyna. Przestałam wchodzić w dyskusje, doradzać, podejmować decyzje. Większość rozmów kończę "to skoro tak uważasz, zrób jak chcesz", bo nie mam siły ani ochoty na przepychanki. Dotyczy to też medycznych spraw. Ręce mi opadają. 
Z ostatniej chwili. Temat malowanie kuchni. Konieczne, niezbędne, na już, tu i teraz. Bo w brudzie(!) mieszkać nie będzie. A propos brudu dodam tylko że mieszkanie jest świątynią, a Matencja będzie padać na nos, ale np. łóżko musi być pościelone, narzuta wyrównana i broń Cię Panie by na niej usiąść. I oczywiście już słyszę że ona sobie sama wszystko zorganizuje i "ludzie mi pomogą". Problem w tym że nikt z nas pomocy nie odmawia, ale nie na już, tu i teraz. Zwłaszcza w remontowych sprawach. Matencja ledwo chodzi, ledwo ogarnia rzeczy podstawowe, ale co tam. Ona sobie da radę, ludzie jej pomogą. Ciekawe...
Nie potrafię się z nią dogadać. Nie mogę już słuchać narzekań, utyskiwań i pretensji. Jak tylko się odezwę nie po jej myśli to jestem tą złą która trzyma stronę ojca. I od nowa Polska Ludowa... Głowa mala, dużo bym tak jeszcze mogła, ale nic mi to nie pomoże, niepotrzebnie się tylko nakręcę. 
A niestety zdaję sobie sprawę z faktu że będzie z nimi, zwłaszcza z nią, coraz gorzej, bo lepiej to już było.

poniedziałek, 24 kwietnia 2023

23/2023

Tytułem zaległości....

Moj medyczny przegląd techniczny trwa. Kardiolog (ok) Okulista (ok). Fizjo (prawie ok). Laboratorium (prawie, bo cholesterol i tarczyca...). RTG (ok). Ginekolog (ok). Cytologia (czekam na wynik). Badanie piersi (mam termin). Został mi do odhaczenia endokrynolog (jeszcze nie mam skierowania), ortopeda (mam termin), dermatolog (mam termin) i naczyniowiec (mam termin).

Do fryzjera póki co nie dotarłam, ale tylko dlatego, że mi nie po drodze. Ale temat aktualny jak najbardziej.


Fajny weekend za nami. W piątek spotkaliśmy się z Małą w MieścieWojewódzkim, po drodze zgarnęliśmy JuzNiePannę (Młody był w delegacji) i całkiem fajnie spędziliśmy razem czas. W sobotę trochę pojeździliśmy na rowerach załatwiając po drodze różne rzeczy, które były do załatwienia. I nakręciliśmy tak 20 km. A w niedzielę zaliczyliśmy wycieczkę rowerową w miłym gronie. I pękło nam 50 km. Pod koniec zaliczyłam glebę, na szczęście żadnych dramatów z tego nie ma, ale zdarte kolano, owszem, jest. Czyli sezon rowerowy zainaugurowany.

Tak myślę, że w zasadzie nie wiem o czym mogłabym napisać... Nic ciekawego, istotnego, nie przychodzi mi do głowy. Może to i dobrze, bo wychodzi na to, że nie mam potrzeby by cokolwiek rozkminiać, analizować, wyrzucać z siebie.

Zdarza mi się analizować w głowie na bieżąco i utwierdzać się w przekonaniu, że jest we mnie trochę autystyka. Nie mam potrzeby dopytywania co u kogo słychać, wychodzę z założenia, że jak zechce to sam powie, nie pamiętam wcześniejszych opowieści. Niejednokrotnie jestem szczerze zdziwiona, że ktoś "jest w jakimś temacie". Dziewczyna, która w pracy przyszła w moje stare miejsce pięknie się wkomponowała, zrobiła to szybko, wtopiła się w załogę i "jest w różnych tematach". Szczerze mówiąc podziwiam, trochę zazdroszczę, bo ja z dłuższym stażem jestem na większym dystansie. A ona ma jakąś taką łatwość nawiązywania kontaktów. Czasem mnie drażni swoimi opowieściami (no bo ileż można...), czasem mnie zdziwi pytaniem (np. o choinkę). I jak się porównam to wychodzi, że jestem dysfunkcyjna. A najbardziej śmieszy mnie w duszy to, że ona zawsze mówi, że jej życie innych nie interesuje, ale o wielu wiele wie, no bo przecież nie wszystko o wszystkich.

Młoda w przyszłym tygodniu znowu leci w świat. Tym razem służbowo w ramach Europy. Fajną ma tą pracę. Faktem jest, że Młoda jest bez zobowiązań, może inaczej by było gdyby była dzieciatą mężatką, ale póki co jest gites, więc niech czerpie garściami ile się da.

Młodzi... Cóż, u nich stabilnie. Młody pracowo zadowolony. Zmienił zespół, zakres obowiązków i szefa, wciąż pracując przy tym samym biurku. JuzNiePanna przestała się pracowo spalać, doceniła swoją wartość pracowniczą, słowem dojrzała i okrzepła. Nie dopytuję na siłę co tam u nich, ile powiedzą tyle wiem. Ale widzę, że dobrze im ze sobą. I to jest fajne.

Kolejna rocznica ślubu za nami. Poszliśmy sobie na popracowy obiad do bliskiej fajnej restauracji. Miło było. Niestety dzieci nie pamiętały, więc życzeń nie złożyły. Z jednej strony przykro, z drugiej to nasze święto, a nie ich. Nie ma co rozdzierać szat. Od SzM dostałam kosztowny drobiazg na palec 😀 czyli tzw. standard. Myślałam że odpuszczamy gifty, a tu zdziwko. Miłe.

Filmowo. Obejrzałam serial Chy_ł_ka. Nie wiem czy już o tym nie pisałam. Podobał mi się. Potem poszłam za ciosem i obejrzałam Be_ha_wio_rys_tę. Dziwne uczucie, bo początek podobał mi się bardzo. Po połowie już mnie drażnił, więc ten mój zachwyt to taki umiarkowany jest. 

Nic nie czytam. Ogromną cegła od Młodego leży jak wyrzut sumienia. Zachłanność czytelnicza kazała mi znosić książki do domu, bo przecież "czytam". Tymczasem nic. W sobotę oddałam trzy nieprzeczytane cegły bo skoro od roku leżą i nic się nie dzieje czytelniczo to szkoda trzymać i się oszukiwać.




wtorek, 11 kwietnia 2023

22 / 2023

Święta, święta i po świętach czyli jak zwykle. Na śniadaniu wielkanocnym komplet czyli Matencja, Tatencjusz,  Młody, JuzNiePanna i niespodzianka pod tytułem Mała. Bo Mała już dawno zapowiedziała że na Wielkanoc jej nie będzie bo ma zaplanowany wyjazd. Koniec końców wyjazd jej nie doszedł do skutku i zrobiła nam niespodziankę, stawiła się na śniadaniu. Był u nas też mąż Teściowej. Swojego Rodzeństwa nie zapraszałam, uznałam że skoro cały rok się nie odwiedzamy, nie widujemy bez specjalnych okazji, to nie widzę powodu dla którego mam skakać wokół nich w czasie Świąt. Nie ukrywam, że po cichu liczyłam na to że może w rewizycie po urodzinach Matencji zaproszą nas do siebie na jakąś kawę. Skończyło się na życzeniach i kontakcie przez SMS. A to podobno najbliższa rodzina, cóż... Jemu jak widać nie zależy, a mnie przestało się chcieć starać.
Na śniadaniu było miło i sympatycznie, potem Matencja zaczęła strzelać tekstami w kierunku Tatencjusza, potem ja szybko zwróciłam jej uwagę, potem ona usilowała udawać że to żarty, potem ja poprosiłam o spokój i świąteczną atmosferę. I potem już było miło. To tak w skrócie. Czyli standard.
A Lany Poniedziałek przesiedzieliśmy w domu tylko we dwójkę (plus kot). My nie chcieliśmy nikogo. I nikt nie chciał nas. 
Od dawna już chodzi mi po głowie jakiś wyjazd, chciałabym coś zobaczyć, zwiedzić, zmienić otoczenie. Na nic się nie zanosi, niczego nie mam w planach, ale co się napatrzę w necie to moje. Jak świr jakiś napalony oglądam, sprawdzam, wymyślam, czytam relacje z podróży innych ludzi. I wiem że tak naprawdę nic z tego nie będzie, no bo na przykład nie mam z kim, a brak mi entuzjazmu by finiszować solo. A do tego dolegliwości bólowe nogi nie mineły, więc długie wędrówki też odpadają. To bez sensu jechać gdy się ma problem bólu przy chodzeniu. Ale oczy nacieszę pięknymi widokami i już mi lepiej.
Co do przeglądów i problemów zdrowotnych to zostało mi ustalić termin u dowcipnego lekarza. I mam zagwozdke bo tzw. mój prywatny z gabinetu (bez NFZ) to już Leśny Dziadek, Emeryt. Więc może czas poszukać nowego. To może skorzystać z NFZ? I koniecznie umówić się muszę z fizjo, bo wszelkie znaki i Wujek Google mi mówią że tam mam szukać pomocy co do powrotu do normalnego chodzenia, o bieganiu nawet nie wspomnę.
Plan na ten tydzień będzie szybki, bo poniedziałek już przecież uciekł, a wtorek już trwa... Kardiolog, paznokcie, w międzyczasie nasza rocznica ślubu. I tydzień się skończy. Ot tak.
Zrobiliśmy sobie zdjęcie, takie szast prast selfie. Trudno mi uwierzyć, że ta zmęczona baba na zdjęciu to ja. Stara baba. Tak po prawdzie. W środku, w głębi duszy jest inaczej. Ale fota mówi co innego. Inna sprawa, że dojrzewam do fryzjera. Mam co chciałam; długie, wystopniowane, szczerze powiem efektowne, ciemne, gęste falujące, trochę kręcone włosy. Tak długich nie miałam jeszcze w swoim życiu. Za łopatki, do pasa brakuje już tylko troszkę. Ale... Z tyłu liceum a z przodu czar pryska. To raz. Rozpuszczone, mało wygodne, więc rzadko. To dwa. Zazwyczaj ogon, kok. Grube i dużo, więc ciężko i ciepło. To trzy. I generalnie nie jestem zadowolona. Bo wokół buzi łyso. Albo dociąć i jeszcze bardziej wystopniować, może grzywkę zrobić, albo po prostu skrócić i zmienić. No i dojrzewam do jasnej barwy, bo odrosty siwizny mnie wkurzają coraz bardziej. Chyba mam kolejny termin do umowienia 😉😀


piątek, 7 kwietnia 2023

21 / 2023

Po prostu... 
Spokojnych, radosnych i zdrowych!!!
źyczy 
Anonimka 😉

Wielkanoc 2023

środa, 5 kwietnia 2023

20 / 2023

Matencja
Ma problemy z zapamiętywaniem, wiecznie czegoś szuka, bo chowa non stop, przekłada, gubi się, widzę że powoli ogarnia rzeczywistość, coraz trudniej łapie proste rzeczy; jak dla mnie zmiany dementywne stosowne do wieku. Bo udar był, ale drobny i ponad 15 lat temu więc nie sądzę żeby to były zmiany poudarowe. Poprosiłam więc by wzięła od lekarza skierowanie do neurologa, bo z racji przebytego udaru powinna się co jakiś czas skontrolować. Jestem w stanie załatwić szybką wizytę. A ona nie widzi potrzeby i mam z niej nie robić wariatki. Tak powiedziała.
Ma problem z chodzeniem. Ból kręgosłupa jest okropny chodzi pochylona mocno do przodu. 100 lat temu przywiozłam leciutki chodzik który ułatwiłby jej komunikację po domu. Z uporem maniaka chodzi o jednej kuli. A i to dopiero od niedawna. A chodzik leży złożony na pawlaczu. Bo jak ona twierdzi jest kompletnie niepotrzebny. Mało tego,  powinnam go zabrać.
Problem nietrzymania moczu. Kupiłam wkładki, kupiłam majtki chłonne. Powiedziała że okej wypróbuje. Wkładki się sprawdziły, a majtki nie. Ok. Poprosiłam by powiedziała lekarzowi żeby wypisał wniosek na refundację tych wkładek. Nic mu nie powiedziała, bo uważa że to niepotrzebne. Zatem kolejny raz jak przywiozę powiem ile kosztowało i poproszę o zwrot. Jak poczuje utratę kasy to może dojrzeje.
Orzeczenie o stopniu niepełnosprawności uważam że należy jej się z samego wieku skończonych 80 lat. Powiedziałam żeby poprosiła lekarza o wypisanie wniosku, bo póki co jest w miarę sprawna i mogłaby pójść na komisję. A nie wiadomo jak się losy potoczą i jak jej zdrowie dopisze, lepiej nie będzie, a zawsze taki papier jej/nam się może przydać. Ona nie widzi potrzeby. Mam nie robić z niej inwalidki.
Poprosiłam by powiedziała lekarzowi domowemu by wpisywał wszystkie rzeczy zlecone czyli leki, dawki, skierowania i inne,  do jednego zeszytu żeby potem było łatwiej to ogarnąć. By nie szukać kartek i karteluszek. Nieopatrznie powiedziałam że ułatwi nam to komunikację. Co się nasłuchałam to moje i na dobrą sprawę nie wiem czy ten lekarz to wpisał do zeszytu czy nie. Jak pojadę to się przekonam.
Ale usłyszała że podobno trzeba jakiś wniosek złożyć żeby dostać kolejne 500 +. No i o tym z lekarzem rozmawiała. Reszta to nieważne, ja przesadzam, a ona nic nie potrzebuje.
I tak to jest...
Tyle razy obiecywałam sobie nie wchodzić w dyskusje. W myślach liczę do 10 ale czasem nie wytrzymuję... A potem gryzie mnie wyrzut sumienia, że nie jestem ciepła, serdeczna, empatyczna... Bo nie jestem, nie wyzwala we mnie takich emocji, z bólem to piszę. Czy to znaczy że jestem złą córką albo złym człowiekiem. Bronię się przed tymi uczuciami w myśl zasady że skoro ja tak traktuję moją Matencję to istnieje szansa, że moja córka tak w przyszłości będzie traktować mnie. Oszaleję. Tak, wiem, przydałaby mi się terapia.