Poprzedni weekend był hiszpański, przedłużony i zaliczam go do udanych babskich wojaży. Dwie mamy i dwie corki. Taka sytuacja. Krótko, ale szybko, treściwie, soczyście i z uśmiechem. Fajne towarzystwo, bez spiny, stresu i na luzie. Nie kupiłam magnesu, bo jakoś mam wrażenie, że tam wrócę, bo przecież gospodyni zapraszała :) Niesamowite jest to, że wydaje się że całkiem niedawno jedna moja koleżanka wpadła do mnie do pracy by pochwalić się swoją maleńka córcią, którą urodziła, a dziś ta córcia jest moją i mojej Małej/Młodej koleżanką, z którą w lutym lecialyśmy na drugi koniec świata, i która teraz zaprosiła nas do siebie na hiszpański długi weekend. Jakże to życie się przeplata... A moje hiszpańskie wspomnienia to spacery, bajeczne plażowanie, różowe flamingi, zakupy na lokalnym bazarku, pyszne jedzenie w lokalnych knajpkach i wieczorne seanse polskiego serial czeu z Zofią, co to krzyżem leży w Adamczysze :)
Mój ostatni weekend był rowniez wyjazdowy, ale w Polsce 😏. Zorganizowany dla dużej grupy. Na miejscu było tzw. all-eksjuzmi. Basen, spa, wycieczki w góry, tańce, hulanki, swawole, integracja w pełnym tego słowa znaczeniu i ogromny deficyt snu. Wczoraj (poniedziałek) po pracy położyłam się na chwilkę i tak spałam już do rana.
A propos wyjazdów, weekendowe już zaplanowane, ale zostało teraz poszukać czegoś na wspólny urlop z Małą. Urlop bardzo spóźniony, ale lepszy rydz niż nic.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz