Stali bywalcy :)

sobota, 15 sierpnia 2026

22 / 2026

Terapia.

Jestem wciąż, raptem miesiąc minął, ale wciąż w terapii. Wychodzę powolutku z czarnej dziury. Poszlam tam by pokazać swój ból. Tak powiedzialam, nieświadomie, mimochodem. To wyłapała terapeutka. Ale to prawda. Potrzebowałam się wygadać, opowiedzieć, poukładać myśli i emocje, które mi troszkę puściły. W środowisku nieco się otworzyłam, zaczęłam mówić, przestałam udawać, sprawiać wrażenie że jest ok. Do szału mnie doprowadzały stwierdzenia znajomych "jak fajnie z tego wyszłaś, świetnie że się ogarnęłaś" ... itp. Nie, nie ogarnęłam się i nie wyszłam. Po prostu nauczyłam się żyć sama. A teraz przestało mi się chcieć udawać że jest ok. Wkrótce, za miesiąc, miną trzy lata. Wtedy nie potrafiłam sobie wyobrazić siebie za rok, dwa. A dziś żyję. Dzień po dniu. Codziennie rano na balkonie z kawą i papierosem zbieram siły by przeżyć dzień kolejny. Nie gloryfikuje SzM w żaden sposób, pamiętam jak mnie wkurzał, drażnił i denerwował, ale był. Nawet jeśli wtedy tak nie myślałam, to teraz wiem, że sama jego obecność w moim życiu była dla mnie wsparciem, dawał mi poczucie bezpieczeństwa, dbał o nas, o mnie. I żyliśmy we dwoje. Mieliśmy wspólne życie.

Moje życie solo.

Samotność nie jest fajna. Dzieci, rodzina, znajomi, koleżanki to wszystko jest fajne, fajnie że ich mam, że są, ale oni mają swoje życie i nie zawsze znajduje się tam dla mnie miejsce. Przychodzi weekend i wiem że nikt nie zajrzy jeśli się wcześniej nie umówię. Jeśli umarłabym w piątek wieczorem to znajdą mnie najwcześniej w poniedziałek gdy zaniepokojeni współpracownicy będą sprawdzać dlaczego nie dotarłam do pracy. Gdy jadę gdzieś po pracy okropna jest świadomość, że nie mam komu dać znać gdzie będę, czy będę później. Nikogo to nie interesuje.

Z obawą, z lękiem myślę co będzie dalej, jak dam sobie radę w późniejszych latach. Co robić by nie być obciążeniem dla dzieci. Póki co likwidując mieszkanie po rodzicach z automatu czyszczę też swoje z wszelkich niepotrzebnych mi rzeczy. Pozbywam się przydasików i kurzołapów. Robię to od dawna a za każdym razem znajduję jeszcze kolejne rzeczy do puszczenia w świat. 

Młodzi 

Stopniowo przyzwyczajam się do bycia Babcią. Pierwszy wieczór jako babysitter już zaliczyłam, bo Młodzi zrobili sobie wyjściową randkę. Pierwsza prośba z ich strony niestety nie mogła być zrealizowana, bo termin mi nie pasował, wypadł w mój weekendowy wyjazd. Dziadek-pasożyt wtedy miał dyżur przy wnuczce. Powiedziałam że bardzo chętnie im pomogę ale musimy ustalać terminy wcześniej. A Iskierka jest fajna, przytulaśna, lgnie do mnie. Naczytałam się bajek na dobranoc do syta. Dzisiaj idę na kawę i ciastko z okazji urodzin Iskierki. Młodzi nie zdecydowali się na duże urodzinowe party, bo podobno zaleceniem psychologa jest stopniowe wprowadzanie nowych członków rodziny do jej życia. Poznała już prawie wszystkich (Mała, mój brat z rodziną i Siostrunia nr 1 SzM). Nie poznała Siostruni nr 2 SzM, bo nie mamy z nią dobrego kontaktu. Początkowo planowali zaprosić wujków i ciocie, ale potem uznali że ograniczą się do dziadkow. Tak więc będą teście-pasożyty i ja. Będę się bardzo starać być poprawną, ale wiem że łatwo nie będzie. Znając Młodych nie spodziewam się jakiejś super gościny więc myślę że zajmie mi to max dwie godzinki. 

Mała

Niepokoi mnie że wciąż nie znalazła swojej drugiej połówki. Bardzo by chciała, wiem, ale łatwo nie będzie, bo jest kobietą świadomą, samodzielną, która wie czego chce, potrafi się świetnie zorganizować, ma grono znajomych, ma z kim spędzać czas. Dumna z niej jestem, że dobrze sobie radzi w pracy, jest finansowo niezależna. Zmieniła jakiś czas temu pracę, trochę nerwów kosztowała ją ta zmiana, bo wiadomo nowe środowisko. Nawet były łzy że przecież sama to sobie zrobiła, to była jej decyzja, ale koniec końców jest ok i jest zadowolona, a to najważniejsze.

Moje dzieci niestety nie mają ze sobą kontaktu. Młodzi do dzisiaj jeszcze Malej nie zaprosili do siebie na nowe (2024!) mieszkanie. Nie mam na to wpływu. Boleję, ale nie rozdzieram szat. Może połączą siły gdy ja już będę kiedyś wymagać opieki i wsparcia.

Brat

Jest a jakby go nie było. Póki co jeszcze łączy nas likwidacja mieszkania po rodzicach i potem jego sprzedaż. Nie odwiedzają mnie, a ja ich. Mam silne postanowienie by to zmienić i przyzwyczaić nas do kontaktów wzajemnych. Nie wiem czy to nie jest w mojej głowie problem, bo nie mam oporów by się wpraszać w odwiedziny do Siostruni nr 1 SzM. Natomiast gdy myślę o tym by pojechać do brata to zawsze z tyłu głowy mam że uszczęśliwię ich sobą na siłę i odpuszczam temat, nawet nie próbuję. W ogóle mam w głowie taką zaporę że gdy pojadę do kogoś z naszych wspólnych znajomych z czasów gdy żył SzM to ciągnę za sobą żałobny cień i nie wiem czy ten ktoś będzie się czuł dobrze w moim towarzystwie. 

Praca

Jest ok. Oswoiłam już swojego dyrektora z myślą że nie wybieram się póki co na emeryturę (a mogę już za trzy lata) i że dopracujemy razem do jego emerytury, jeśli zdrowie mi na to pozwoli. I tej wersji będę się trzymać.

Moje życie...

Nie pamiętam o czym tu ostatnio sobie pisałam. Były weekendowe kajaki nad Wartą. Była weekendowa eskapada na Śnieżkę. Było kino. Były imprezowe spotkania na ogródku. Trochę się działo.

Mam sporo znajomych i okazji do spotkań, wypadów, ale mam też w sobie taki niedosyt, że to jest powierzchowne. Ale gdy staje się jakaś nitka nicią bliższą to ja się wycofuję nieco i odsuwam, bo chyba czuję się zbyt przytłoczona. Ważna dla mnie jest świadomość że w razie czego mam do kogo dzwonić np. z prośbą o ratunek lub pomoc. Oczywiście jeśli nauczę się w końcu prosić o pomoc, bo póki co jestem raczej Zosią Samosią, która musi dać sobie radę sama.

I to by było na tyle aktualizacji.