Stali bywalcy :)

poniedziałek, 17 sierpnia 2026

23 / 2026

Nosiłam w sobie potrzebę powrotu do starych zapisków. Starych czyli z czasów gdy żył SzM. Bloga prowadzę generalnie od września 2004 roku wiec na dobrą sprawę do czytania mam blisko 22 lata. Stare notki z Bloxa (bo tam zaczynałam) są zarchiwizowane i wiszą sobie u mnie na poczcie mailowej ku pamięci dla mnie, być może dla dzieci, by poczytały to sobie gdy mnie już nie bedzie. A tu na blogu wróciłam do mojego starego życia i przeczytałam sobie rok 2023 od stycznia do września, do dnia w którym wszystko się zmieniło. Czytałam te teksty tak jakby to nie było moje życie, musiałam się bardzo na nich skupiać i wczuć. Inaczej wspomina się małżeństwo w tak zwanym ogólnym podsumowaniu, z perspektywy całości przeżytych wspólnie 32 lat, a inaczej patrzy się na konkretne notki z ostatnich miesięcy wspólnego życia. Celowo wybrałam ten ostatni okres. Chciałam wrócić do tamtego czasu. Skonfrontować to, co wspominam, pamiętam, za czym teraz tęsknię, czego mi teraz brakuje, z tym co wtedy czułam i pisałam. Przypomnieć sobie co mnie męczyło, drażniło, bolało, co analizowałam i mocno przeżywałam. 

Co wyczytałam? 

... przypomniałam sobie jak bardzo się spalałam w sprawie rodziców; już w maju 2023 napisałam że mojej Matencji już w środku nie ma, że zostało tylko ciało. Już wtedy czułam że będzie tylko gorzej. I pamiętam jak dziś, gdy wracając z Grecji do Polski po śmierci SzM, miałam w sobie tę myśl, chęć, potrzebę, gdy chciałam po prostu schować się w ramionach mojej dawnej mamy... I bolała świadomość, że to niemożliwe. I ja musiałam zastanawiać się z bratem czy im o śmierci SzM można mówić bez podania wcześniej leków na uspokojenie. 

... że wtedy brakowało mi czułości, bliskości i zrozumienia ze strony SzM; że nie rozmawialiśmy o emocjach, o tym co czujemy, co nas gryzie, nie mówiłam o swoich bolączkach na głos, bo nikt mnie tego wcześniej nie nauczył; wiele rzeczy odpuszczałam ponieważ nie chciało mi się już o nie walczyć, szarpać się i przekonywać, zaznaczać swojego terenu; miałam w sobie coraz mniejsze poczucie wartości, że miałam wrażenie że często robię coś nie tak jak powinnam, że nie jestem wystarczająca; że nasze życie towarzyskie było w rozsypce i bardzo się starałam by je odbudować.

... że podtrzymywaliśmy tradycje wspólnych spotkań z dziećmi żeby zachować bliskość z nimi. Często też razem gdzieś wyjeżdżaliśmy. I do tego chcę teraz wrócić, bo mimo zapewnień po śmierci SzM rozjechała się tzw. wspólnota rodzinna. Nawet jeśli nie kontaktują się zbyt często ze sobą to chcę mieć świadomość że staram się podtrzymać to wygasłe ognisko domowe, rodzinne. Nie chcę ich zmuszać do organizowania tego u siebie, ale raz w miesiącu będę ich ściągać do siebie na tak zwany niedzielny obiadek u mamusi, tudzież babci 😉

I tak mi mija wolny poniedziałek. Niechcący terapeutycznie chyba 😏😄

1 komentarz: