Stali bywalcy :)

wtorek, 31 marca 2020

17 / 2020

Mamy w fabryce niechcianego gościa. Ciekawa jestem jak bardzo się zadomowi... Jutro się okaże co dalej.

Nie wierzę w to, że do czerwca sprawa się unormuje. Abstra(c?) hując od tematu majowych wyborów nie wierzę, że to szybko minie. Nawet jeżeli magiczną siła okaże się w drugiej połowie maja, że epidemia/pandemia już sobie poszła z naszego kraju to nie będę mieć takiego komfortu psychicznego by jechać zaraz na początku czerwca na wakacje. A rezerwacja zrobiona, cześć kasy wplacona. Pomijając kwestie finansowe, bo przecież kryzys czai się za rogiem to widzę kilka rozwiązań.
Opcja nr 1 to przenieść rezerwację i urlop w pracy na jesień. Taki wrzesień na przykład byłby jeszcze całkiem ok. Pod warunkiem, że wrócimy do normalności oczywiście, bo tylko wówczas jakikolwiek wyjazd ma sens.
Opcja nr 2 to zrezygnować z rezerwacji (niestety zgodnie z regulaminem kasa przepadnie, bo jest bezzwrotna) i urlopować w domu (gdzie póki co czujemy się najbezpieczniej), tu na miejscu rowerować ile wlezie, to taka namiastka wakacji, ale lepszy rydz niż nic.
Opcja nr 3 przenieść rezerwację na jak najpóźniejszy termin i pojechać na krótszy pobyt już w czasie normalności. Najchętniej przełożyłaby to na zimę, tydzień w zimie na Wybrzeżu to fajny pomysł. Problem w tym, że tegoroczna nasza rezerwacja to nie pensjonat, gdzie pobyt w zimie byłby pewnie fajny, tylko domek, a zimowego pobytu w drewnianym domku jakoś sobie nie wyobrażam.
I tak to.
Zabijam stres i nerwy zajmując myśli czym się da byle nie koronowaniem.

A w domu całkiem ok. Bałam się bardzo, że taki wspólny pobyt da nam popalić, że będziemy na siebie warczeć. Ze nie będziemy się dogadywać, unikać się, itp. Fakt, że to dopiero trzeci tydzień, ale jest dobrze 😉😁

czwartek, 26 marca 2020

16 / 2020

Gdyby pół roku temu ktoś powiedział mi, że w marcu będę doświadczać właśnie takiej rzeczywistości to nie uwierzyłabym na pewno.
Wczoraj uszyłam dla nas bawełniane maseczki. Lepsze to niż nic. A na pewno przyjdzie czas gdy będą potrzebne.
Boję się bardzo, że przyjdzie do nas taka fala jak w Hiszpanii, we Włoszech... Jeśli moje siedzenie w domu może przyczynić się do tego, by tak się nie stało, to chętnie popłaszczę dupkensa na kanapie. Ale cały czas czuje w sobie takie rozedrganie, stres znaczy się. No cóż. Będzie dobrze.
A jak u Was?


poniedziałek, 23 marca 2020

15 / 2020

Zdecydowanie bardziej wolę być w domu niż w pracy, gdzie mam wrażenie że szykujemy się na wojnę. Czuję ten stres, mam takie uczucie jakbym cały czas czekała na atak, na jakiś wyrok... Cały czas mam taki lęk w sobie, obawę, strach... A w pracy cały czas opracowujemy strategie, taktykę, procedury już nie tylko na tak zwany wszelki wypadek.
Miałam dziś taki piękny sen... Obie z Mała byłyśmy na jakiejś kolejce linowej, bardzo wysoko, a ja która mam lek wysokości czułam się tak wolna... i bezpieczna... To bylo super uczucie. A potem się obudziłam.
A tymczasem Młody i Panna zaliczyli teleporady i dostali do końca tygodnia L4. Infekcje wirusowe. Cokolwiek by to nie znaczylo. Panna jest przypadkiem niepełnoobjawowym w temacie wirusa. Młody chyba też. I tak niech zostanie. Panna 38 stopni, ból mięśni i drapanie zamiast kaszlu. Młody ból gardła i głowy.
Miejmy nadzieję, że to zwykła na ten przykład grypa, grypeczka, grypunia 😉

sobota, 21 marca 2020

14 / 2020

... Nareszcie po pracy. Uff! Wolne popołudnie, no bo wiadomo kwarantanna.
17.00
Myślę sobie, dziś sobie w końcu poczytam. Poczytam prawdziwą papierową książkę. No ale zanim się za to czytanie wezmę to jeszcze zerknę tak szybciutko do telefonu, zobaczę tylko co tam słychać... O, SMS przyszedł, nawet go nie słyszałam, ale spoko luz, nic takiego pilnego.
Na WhatsApp tyle newsów? O matko, kto te żarty wymyśla, bo przecież ktoś to robi, prawda? No super kawałki, sam się człowiek pod nosem uśmiecha, żal nie puścić tego dalej w świat. No to tylko szybciutko roześlę... Aaaa, widzę, że też im się podoba, rewanżują się innymi 😉😁
O, jeszcze na Messengerskim czacie biegowym odezwały się koleżanki... Nie wypada się nie odezwać 😁
A tak w ogóle to co tam na FB słychać, szybko sprawdzę, raz, dwa. Klik, klik, tablice znajomych, wiadomości, newsy, żarty...
Jeszcze tylko poczta mailowa do sprawdzenia... Jest, zrobione, spoko luz. Prywatna skrzynka, fabryczna i pozarządowa do kompletu.
Ups, drrr, domowy dzwoni. No tak, jak domowy to albo Matencją, albo Tesciowa... Tym razem Matencja.
Ale zaraz, co tam było na tym FB, o czym to mówili/pisali? Zajrzę tylko do neta i sprawdzę może u źródła...?
Wiadomości z różnych stron. Potem przeklikuję ze strony na stronę...
Plum! Plum! Jeszcze newsy z WhatsApp przyszły, trzeba zajrzeć...
Messenger też pika 😉
...
Ani się człowiek obejrzy i mamy północ, albo jeszcze później.

Książka wciąż leży na półce.

Też tak macie?
😁😁😁

niedziela, 15 marca 2020

13 / 2020

Ogólnopolskiej kwarantanny weekend pierwszy...
Obyś żył w ciekawych czasach mówią. W nosie mam ciekawe czasy. Zdecydowanie wolę nudę.
Matencja z Tatencjuszem w domu, zaprowiantowanie, zaopiekowani. Do Tatencjusza w końcu dotarło, że jest w grupie ryzyka i póki co siedzi w domu. Zastanawiam się jak oni długo wytrzymają, kiedy zaczną się kłócić i sobie dogryzać...
My w domu. SzM będzie pracował zdalnie. Mała od zeszłego tygodnia zdalnie, a zajęcia na uczelni wiadomo, wstrzymane. Ja niestety do pracy. Na szczęście nie korzystam z komunikacji miejskiej a poza tym moja "fabryka" zamknęła się na zewnątrz już jakiś czas temu.
Młody podobno w poniedziałek ma dostać laptopa i też przejść na zdalną pracę. Niestety Panna pracuje na pierwszej linii ognia, w placówce służby zdrowia. Zostaje nam trzymanie kciuków.
Odwołaliśmy rodzinny urodzinowy obiad Małej.
Udało się nam przed wszystkim jeszcze zaliczyć rzutem na taśmę, knajpiane wyjście, bo Mała zaprosiła nas i Kawalera na kolację. Było bardzo miło i sympatycznie. Czasem wierzyć mi się nie chce gdy patrzę na te moje pociechy, że tacy są różni, a z tych samych rodziców... 🤔😁
A pierwszy weekend w domu minął nam całkiem dobrze. Jeszcze nie mamy siebie dosyć 😁
W sobotę najpierw wspólne śniadanie, którego nie było u nas już dłuuugo, potem słodkie jeszcze pidżamowe lenistwo, a potem jednak porządki, czyli szmata, wiadro, odkurzacz i pranie. A potem zajęcia w klubach czyli co kto lubi... Wiadomości, FB, na YT dobry wykład prof. Pyrć na temat koronawirusa (polecam, bo warto być świadomym wiedzą rzetelną), komunikatory, telefony... Obejrzałam film z polecenia pt. Miasto ślepców. Trochę na czasie i daje do myślenia. A potem przerzuciłam się na Netflixa. A tam moje ulubione seriale. 😉😁
Tyle razy mówiłam, że się nie dam wciągnąć już w serial, ale cóż... Od dawna podglądam Netflixa. Mam już na koncie Czarne lustro (polecam, bo fajne), trochę odcinków Dobrego miejsca (ale mnie nie porwało) , całe The Crown (czekam na nowe odcinki! ), ostatnio skończyłam Dom z papieru (całkiem ok, ale bez wodotrysków i serpentyn), a w tak zwanym międzyczasie doglądam The Suits (mnie się podoba). Generalnie sporo filmów dooglądałam ostatnio.
Nie mam planów na zagospodarowanie czasu na te dwa tygodnie, bo jak dla mnie to za wiele się nie zmieni, tyle że po powrocie z pracy zastanę domowników w domu, czego szczerze powiem nie lubię. Lubię wracać i mieć trochę luzu i spokoju nim oni ściągną do domu, ale cóż.
I tak to... A jak tak u Was?

wtorek, 10 marca 2020

12 /2020

Czy u Was też takie szaleństwo w związku z tym wirusem? Wszyscy wkoło tylko o tym, na poważnie, w żartach, z ironią, z nerwem, ale zawsze z wirusem w roli głównej. Wszystko wkoło powoli się zamyka, izoluje, przekłada termin wydarzeń, ogranicza... Boję się myśleć co będzie dalej.
Matencją i Tatencjusz z racji wieku w grupie ryzyka, a chyba najspokojniej do tego podchodzą. Zakupy, przychodnia po receptę, a kto im zabroni... I nie wytłumaczysz, że można inaczej, że po co się pchać w tłumek... Ech.
Młoda też niereformowalna, bo jest młoda i się nie boi, bo przecież nie jest zagrożona. Młody to samo. Panna pracuje na pierwszej linii ognia, bezpośredni kontakt z chorymi, niekoniecznie z wirusem, ale tego nikt nie wie...
Zawsze coś się działo gdzieś tam daleko w świecie. Teraz świat się skurczył i zajrzał do naszego podwórka...

czwartek, 5 marca 2020

11 / 2020

Pracowo...
Nieopatrznie sobie pomyślałam, że nawet fajnie jestem ogarnięta czasowo w pracy. Terminowe rzeczy ogarnięte itp. No i jak już pomyślałam i przyzwyczaiłam się do myśli, że jest ok, to zadzwonił telefon, przyszedł mail i zaraz się dowiedziałam ile to rzeczy mam do zrobienia na już, a raczej na wczoraj. Taka karma.
Doszkalam się sama we własnym zakresie z czasu pracy. Czuję się w tym temacie kompletnie zielona. Powinnam umieć ukladac harmonogramy czasu pracy z zaznaczaniem wszelkich dni wolnych; za ndz i święto, za sobotę, z tytułu pięciodniowego tygodnia pracy, z równoważnego czasu pracy itp. Niby znam temat, ale raczej w teorii. Trochę zła jestem na siebie, że tego nie łapię. Nawet nie wiem czy nie łapie, czy też nie jestem pewna siebie, swoich umiejętności. Qrcze, zawsze tak mam.

Biegowo...
Marszobieg z Panną zaliczony. Nie było źle. Zrobiłyśmy razem 3 km. A potem jeszcze sobie pobiegłam tylko ja, sama, drugie tyle, nieco szybciej. A razem było miło i sympatycznie. Celowo nie wchodziłam w grubsze tematy i nie wypytywałam. Miało być na luzie i było.
A satysfakcja po treningu była ogromną. I endorfinki. Takie poczucie sprawstwa, siły, że mogę, potrafię... Brakowało mi tego.

Rodzice/ dziadkowie...
Zakupiłam jeszcze w grudniu w prezencie gwiazdkowym pod choinkę bilety na fajny koncert dla Matencji i Tatencjusza. No i dla mnie, bo sami nie poszliby na pewno 😁 No i wszystko było ok, do wczoraj, kiedy to Tatencjusz powiedział mi, że on jednak nie chce iść. I nie pójdzie. Fajnie, prawda? Po prostu super... 🤔

Wirusowo...
Całe info o coronie biorę w odpowiedniej skali. Słucham, analizuję i wytrzeszczam nieco gały. Póki jest tam gdzieś daleko, w świecie, Europie, nawet w Polsce gdzieś tam, to jestem racjonalna, spokojna... A dziś wieść gruchnęła że tu blisko, że czekają na wyniki i jutro się okaże. Mam wrażenie, że oglądam jakiś film. Że to się nie dzieje naprawdę.
Jestem racjonalną, ale... ale może powinnam kupić sobie, nam trochę jakichś produktów spożywczych, bo nawet jeżeli zachowam zdrowy rozsądek to ta szalona reszta poleci i wykupi towar z półek i dla mnie pewnie zabraknie 😊😉
Psychologia tłumu się to chyba nazywa. 😁🤔

Kot...
Wiecie... Fajnie jest kiedy kot tak sam z siebie przyjdzie, umości się na kolanach, przyśnie i mruczy 😁😊
Jak myśmy żyli przedtem, bez kota, doprawdy nie wiem... 😁😁😁🤔

niedziela, 1 marca 2020

10 / 2020

Cóż, oprócz dylematów, rozterek i wewnętrznych moich dramatów życie obok toczy się normalnie, raz wolniej, raz szybciej, tak po prostu swoim tempem.

Sportowo...
Ani się człowiek obejrzał i mamy już prawie wiosnę, marzec znaczy się póki co.  A my już w lutym zaliczyliśmy pierwszą wycieczkę rowerową, nakręciliśmy wtedy 21 km. Moje kolanko po terapii hialuronowej wydaje się być ok i nie mam już wymówki do nie biegania. Czas wrócić do treningów, zwłaszcza, że mi dupcia urosła zdecydowanie.
Nawet umówiłam się z Panną Młodego na wspólne marszobiegi, bo ona chce zacząć biegać, a ja wrócić do biegania.
A tymczasem niespodziewanie poszłam sobie spontanicznie na trening z grupą znajomków i okazało się, że nie jest ze mną tak źle. Wolno, z przerwami, ale nabiegalam w sumie nieco ponad 10 km. Tak bez przygotowania, po prostu 😊 Mile się zdziwiłam. Ale skoro się umówiłam z Panną to nie będę świnia i potruchtam razem z nią 😉 Może wsiąknie tak jak ja... , ale, nie sądzę, tak coś czuję, że nie... . 😁

Wyjazdowo...
Zaliczyłam babski wyjazd do jednej z europejskich stolic. Pięknie to brzmi i całkiem fajnie było, powiem szczerze. Zorganizowana weekendowa wycieczka, w gronie kilku kolezanek, z przewodnikiem. A ogólnie rzecz biorąc to było nas blisko 80 osób. Z tego wyjazdu jestem zadowolona mimo, że broniłam się przed nim mocno. Niestety, albo raczej stety, nie znalazłam zastępstwa na swoje miejsce. I też podeszłam tak bardzo na lajcie, że pojechałam kompletnie nieprzygotowana. Nic wcześniej nie przeczytałam, niczego się nie dowiedziałam wcześniej. Jak nie ja 😁
A z powodu "konfliktu" naszych wyjazdowych terminów mój SzM zaliczył niestety wyjazd solo w góry, ale generalnie wyjazd zorganizowany z ekipą, z którą jeździmy zwykle.
Mała też była na wyjeździe, w innej stolicy, z koleżanką, na nieco dłuższym weekendzie. One z kolei bez biura podróży, bez żadnego organizatora, wszystko same, Zosię-Samosie, całkowicie indywidualnie.
Na szczęście wszystko było w bezpiecznych rejonach i wcześniejszych terminach, bo teraz przez to zagrożenie wirusem to nie wiem czy te wyjazdy doszłyby do skutku.

Wakacyjnie...
Jeszcze w lutym wyszukaliśmy sobie nowe miejsce na wakacje. Wybrzeże Bałtyku, tak jak w poprzednich latach. Może i chciałam gdzieś indziej, ale nie chciało mi się angażować sił i energii by przekonywać SzM. Termin ustalony. Rezerwacja zrobiona. Zostaje szlifować formę, bo oczywiście jedziemy z rowerami. Rok temu pykło nam 500 km. Ile teraz?

Weselnie...
Dostaliśmy zaproszenie od Młodych. Czas zacząć myśleć o kreacji. Ani się człowiek obejrzy i 6 miesięcy minie 😉😁😁

Inwestycyjnie...
Zmieniliśmy auto. To była szybka decyzja. Ten sam model, tylko auto młodsze, sześcioletnie. Zdaniem SzM należało zmienić, bo lada chwila i to stare straciłoby dużo na wartości. Pewnie coś w tym jest. Nowsze auto jest dla mnie niestety za mądre. Nie żeby to był jakieś mega wypas, co to to nie, ale ja nie jestem nawykła do tych nowych rozwiązań, bo ja prosta kobita jestem. Kierownica, kluczyk, pedały i drążek zmiany biegów, po co coś wiecej? 😉

Pracowo...
Jest ok. Było kilka niespodziewajek, okazało się że nie jestem taka nieomylna jak myślałam, popełniłam kilka błędów, ale zostaly wyłapane niejako przez przypadek, a niejako przeze mnie jeszcze w porę, w terminie. Ambicjonalnie źle się z tym czuję, ale nieskromnie powiem, mam nieodparte wrażenie, że nie zepsuło mi to opinii u szefostwa. 😁 I tak niech zostanie 😉

W przyszłym roku planowane są poważne ruchy kadrowe. W związku z nimi rok temu, może pół, padła w moja stronę propozycja kolejnej przesiadki pracowej. I bije się cały ten czas z myślami... Bo dopiero co oswoilas sobie swoje obecne miejsce. Ogarnęłam, temat, zrobiłam porządki, nadrobiłam zaległości, zorganizowałam to i owo na przyszłość. Wszystko to z myślą, że to moja przyszłość 😁 A tu niespodziewajka, znowu nowe biurko, nowy temat... I chyba już mi się nie chce... Dylemat jest, bo razem z innym biurkiem pójdą inne pieniądze, a kasa jak wiadomo to dobry argument. Nie mniej jednak chyba nie chce mi się znowu zaczynać od zera... Przy dobrych wiatrach do emerytury zostało mi 10 lat.

Rodzinnie...
Coż... Nasze rodzeństwa żyją sobie swoimi życiami, nie czyniłam noworocznych postanowień scalania rodziny, sama jedna i tak nic nie wskóram, a dlaczego tylko mnie, nam, ma na tym zależeć...
Z zazdrością patrzę na inne relacje rodzinne. Nie potrafię sobie wyobrazić tego, że np. budujemy dom i nasze rodzeństwo nam w tym pomaga, przyjeżdża na budowę, podrzuca jakieś upichcone cos. W naszej rodzinie to tak nie funkcjonuje. Takie mam wrażenie, że u nas to byłoby tak, że "zdecydowaliście się na budowę to ok, pożyjemy i zobaczymy co Wam z tego wyszło. Przyjedziemy obejrzeć jak skończycie". Tak ja to widzę, ale może się mylę, może to że mną jest coś nie tak... Może gdybym coś potrzebowała, poprosiła, to stanęliby na wysokości zadania. Inna sprawa, że ja nie lubię prosić...

Rodzice...
Nasi rodzice póki co nie wymagają opieki. I niech ta chwila trwa. Cały czas myślę z lękiem i obawą o tym czasie gdy będą już niedołężni, zależni... Ostatnio pojechałam do nich w odwiedziny. W domu byli oboje, Matencja lat prawie 77 i Tatencjusz lat wkrótce 80. Po pół godzinie myślałam, że ucieknę. Schowalam się w łazience czekając aż skończą swoje dyskusje między sobą.
Siedziałam na wannie i czekałam, bo postanowiłam, że nie będę w tym brać udziału. 😉😁

Młody
Cały czas obiecuję sobie umówić się z nim na spacer, na piwo, na rozmowę, pogaduchy po prostu. Bo póki co zawsze z nami jest Panna, a ja bym chciała zapytać go o różne takie, pogadać... czy jest szczęśliwy, czy to jest to, czego oczekiwał, czy podoba mu się jego życie, za co kocha Pannę, jak mu się układają relacje z rodzicami Panny, i takie tam inne. Trzymam cały czas kciuki by mu się w pracy układało, by dostał umowę na nieokreślony, by się jakoś mogli ustabilizować. Myśleć o własnym mieszkaniu. A z tego co mówił ostatnio to jakieś podejrzane ruchy w firmie i to co wcześniej miało być pewniakiem już takie pewne nie jest. I szlag wewnętrzny osobisty mnie trafia, bo znowu wychodzi na moje. Zawsze powtarzam umiesz liczyć licz na siebie, a dopóki nie masz czegoś na papierze to na to nie licz. Będzie składał jeszcze cv do innych pokrewnych firm. I dobrze, niech składa, może sobie polepszy nie tylko finansowo. A jeśli się nie zdecyduje na zmianę to poprawi swoje ego (zakładając, że na cv ktoś odpowie, oczywiście).
A Panna planuje jeszcze się szkolić. Kierunek dobry, nośny rokujący, ale kolejne studia, trzy lata to trzy lata. Nie mniej jednak potem pracę to będzie miała prawie gwarantowaną, bo pielęgniarek brakuje wszędzie.

Mała / Młoda
*qrcze, wiedziałam że przyjdzie taki moment gdy ja się naklikam, a coś mi poleci w kosmos... $&#"*/%:=&$@!!!
Dobrze, że tylko kawałek...
Zatem od początku, o Małej...

Mamy z nią zdecydowanie lepszy kontakt, spędza z nami więcej czasu, już tak nie ucieka z domu, bardziej się otwiera, rozmawia. SzM wie, że ma w niej dorosłego partnera do rozmów.
Przyzwyczajeni byliśmy, że zawsze był na orbicie jakiś Kawaler i dla nas czasu brakowało, nie było też chęci by ten czas wspólnie spędzać. Ten czas kryzysu, ten zimny prysznic widać był nam potrzebny. Na chwilę obecną Mała jest wciąż pod opieką psychiatry, bierze leki, stany lękowe zwykle nie mijają ot tak same sobie. Jest po badaniu eeg, mr, jeździ do psychologa, terapeuty. Ma być kwalifikowana do terapii grupowej, a póki co indywidualnie. Ostatnio nawet rozmawiałyśmy o tym czy chce tej grupowej terapii, czy czuje że  jest jej ona potrzebna. Mała powiedziała, że skoro kiedyś ktoś tak uznał, to ona chce się przekonać co to w ogóle jest. Nie neguję, nie oceniam. Staram się wspierać. I tak, chcę mieć rękę na pulsie. 😊😁
Od kilku miesięcy Mała była singielką, pozostając w przyjacielskim układzie z ostatnim Kawalerem. Nawet Walentynki spędziła z nami na knajpianej kolacji we trójkę 😉😁
I było nam super we trójkę, serio, to był bardzo udany wieczór.
A ostatnio Mała zakomunikowała mi, że jednak zeszli się z ostatnim Kawalerem z powrotem. Zobaczymy co z tego wyjdzie 😉

My...
Mamy się dobrze, ostatni kryzys związany z samotną oną tylko nas wzmocnił. W głębi duszy śmieję się teraz z tego, ale na głos tego nie powiem. Zaufanie zaufaniem, ale dyscyplina musi być. 😁
Ale brak sympatii, taki drobny, albo cień antypatii, jak zwał tak zwał, do onej, pozostał.

Ja...
Trochę się wyciszyłam, uspokoiłam. Myślę że na mój psycho-kryzys nałożyło się kilka spraw...
I menopauza, bo w grudniu usunęłam Mirenę, więc hormony szukały równowagi, a doustne leki typu Remifemin regularnie  biorę dopiero od nieco ponad miesiaca. 
I brak biegania, taki negatywny efekt odstawienia, brak endirfinek biegowych.
I świadomość tego że dzieci nam z gniazda wylatują, że puste się ono robi.
No i efekt szoku pt. moja córka ma problemy natury psychicznej. Bo nie byłam na to przygotowana.
A to, że wierzyć mi się nie chce, że jestem już Starszą Panią PO 50 to całkiem osobny rozdział... 😪😥🤔😊😉😁

I wyszło mi takie podsumowanie... Ależ się naklikalam, a wszystko klikane ku pamięci, paluszkiem w telefonie.

Buziaki dla Czytaczy ❤️

piątek, 28 lutego 2020

9 / 2020

Wsłuchałam się w Wasze komentarze. Dobrze gdy ktoś tak całkiem z boku wyprostuje nasze myśli. Zmusza do refleksji, wskazuję drogę...
Tak, jestem nadopiekuńcza, walczę z tym, staram się.
Jestem między młotem a kowadłem, choć może to mało trafne określenie. Z jednej strony Matencja, która byla i jeszcze jest mimo wszystko, zawsze i wszędzie na każde zawołanie, a nawet więcej. Z drugiej Teściowa, która wszystko miała w głębokim poważaniu, bo świat jest po to by jej było dobrze, a reszta to przy okazji. Pomiędzy nimi ja, która nie chce być jak moja Teściowa, a jednocześnie wie jak bardzo męczy nadopiekuńczość Matencji.

czwartek, 30 stycznia 2020

8 / 2020

Pogodziliśmy się.
... ale osad został, taki drobny pyłek. Zawsze zostaje. Ziarnko do ziarnka...

Co się dzieje w mojej głowie gdy próbuję zasnąć...?
Pierwszy lepszy przykład...
Zaczarowany krąg z Młodym w roli głównej. Wiem, wiem... ubarwia, upiększa, gada co mu ślina na język przyniesie, jest zestresowany i widzę jak bardzo się stara przy tym wszystkim by być dobrze postrzeganym, by nam nie podpaść. Im bardziej on się stara tym bardziej my wyłapujemy nieścisłości, łapiemy za słówka, fakty... Moja psyche wówczas cierpi, bo nienawidzi tego wyłapywania, nienawidzi tego że jest co wyłapywać. A jednocześnie widzę, że w dyskusji jest cały spięty, stara się podnieść, gdy SzM przytłacza go i ściąga do parteru. I wtedy nienawidzę SzM za to że tak robi, bo zawsze mu powtarzam, że do obcego milej by się zwracał, a własnego syna traktuje jak zło konieczne. I patrzę na Młodego, który rozpaczliwie walczy by być równym partnerem w rozmowie, patrzę i widzę siebie sprzed lat gdy usiłowałam czasem dyskutować z Tatencjuszem, gdy lęk i stres tak mnie paraliżował, że nie potrafiłam wydobyć z siebie głosu, bo krtań mi się sama zaciskała...
Ten lęk, strach wywoływał sam Tatencjuszem swoim jestestwem, bardzo mocno podkreślanym przez Matencję.  Ileż to razy słyszałam od Matencji "jak ojciec się dowie to zobaczysz". On miał coś w spojrzeniu, co paraliżowało. Dopiero gdy dorosłam przestałam się bać tych oczu.

Podobno relacje z ojcem powinny być oparte na serdeczności, zaufaniu, szacunku...