Stali bywalcy :)

wtorek, 26 stycznia 2021

16 / 2021

Mhmm... Nie ukrywam, że polubiłam i oswoilam się z myślą, żeby nie powiedzieć, że przyzwyczaiłam się do myśli, że czeka mnie awans. No wiecie jak to jest. Jeszcze nie masz, a już czujesz się posiadaczem, właścicielem... Obczajamy ten temat. A nie jest to proste. Jakby się nie odwrócić to doopa z tyłu, a kapota za krótka. I teraz jeśli coś pójdzie nie tak to chyba poczuje się jakby mi coś zabrano, odebrano... Z jednej strony byłby spokój z nowymi wyzwaniami, koniecznością doszkolenia się, zmaganiem z nowym, cokolwiek by to nie było. Z drugiej strony kasa zdecydowanie większa. Cóż, kombinujemy dalej...


sobota, 23 stycznia 2021

15 / 2021

Jeszcze w piątek w pracy włączyła mi się opcja "porządki". Nie dość, że nadgoniłam trochę tę moją robotę, to jeszcze zdołałam co nieco posegregować i przygotować się na ten 2021 Nowy Rok. Dziś kontynuacja działań tego typu, ale w domu. Lubię wiedzieć, że mam ogarnięte, poukładane. To zboczenie, zdaję sobie sprawę, ale cóż. No Mała ostatnio w rozmowie powiedziała mi, że jej nie przeszkadza bałagan w pokoju i szklanki na biurku sprzed paru dni; cóż, mnie przeszkadza, ale zaciskam zęby i staram się tego nie widzieć. Mała powiedziała też, że u nas w domu jest prawie sterylnie. Zabrzmiało jak obelga. Serio. Sterylnie nie jest. Ale z mlekiem matki mam wyssane, że w domu musi być porządek, że jak wychodzę z domu to mam ten dom, mieszkanie, zostawić w takim stanie bym nie musiała się wstydzić gdyby mi przyszło wrócić z jakimś gościem; że jak kładę się spać to musi być porządek, bo gdyby w nocy się paliło to żebym się nie zabiła potykając się o zostawione byle gdzie jakieś pierdoły; że jak mam ważną robotę to powinnam uporządkować przestrzeń wokół siebie, bo wtedy lepiej głowa pracuje 😁, no i takie tam inne Matencja wkładała mi do głowy. Przyznaję bez bicia, kiedyś sprzątałam często, zwykle sobota i środa. Ale to w czasach gdy dzieci były małe i krążyły po mieszkaniu wciąż. Teraz gdy sami dorośli to ograniczam się do soboty, czasem nawet raz na dwa tygodnie. Zadowolona jestem z faktu, że nie mamy kurzołapów i przydasiów i dzięki temu sprząta się szybko i łatwo. 

Coraz częściej łapię się na myślach, że mam zrealizowane plany, osiągnięte cele, że jestem na takim wyższym levelu. Jakby to zobrazować...? Chodzi mi o to, że wcześniej, jakieś sto lat temu, marzyłam sobie, dumałam, myślałam itp. jakie będziemy mieli meble w  kuchni, zrobioną łazienkę, wyremontowany przedpokój... Wszystko to, a nawet więcej, mamy zrobione, a nie mam parcia na zmiany, więc tak, jestem na wyższym levelu. No, może nowy dywan by się przydał w dużym pokoju, bo ten obecny sfilcowany, robi za drapak kota, a po moim dzisiejszym szczotkowaniu go na kolanach, dojrzałam do decyzji by go zmienić 😉

Doszliśmy z SzM do wniosku, że wycieczka jutro, a dziś w końcu schowaliśmy choinkę i świąteczne durnostojki, światełka itp. Nawet umyłam balkonowe podłogi, bo Kota tam wychodzi. No słowem ogarnęłam tu i tam. I lubię ten stan 😉😁

Mamy nowy TV. Stary postanowił odmówić współpracy. Magik serwisant uznał, że nie da się go  naprawić. Ponieważ mieliśmy przedłużoną gwarancję, czy też jakieś tam ubezpieczenie na tę gwarancję to ubezpieczalnia zwróciła nam kasę. Nie całą, tylko zgodnie z warunkami umowy. Dołożyliśmy, SzM wybrał, zamówił, wynegocjował rabaty, pojechaliśmy sfinalizować transakcję. Nie wszystko udało się załatwić więc transport gratis w najbliższym dogodnym terminie. Przyjechał. Okazało się, że sklep wysłał do nas egzemplarz ciut lepszy. W naszej  cenie oczywiscie 😉😁 No i wczoraj napawaliśmy się widokiem nówki sztuki nie śmiganej 😉



czwartek, 21 stycznia 2021

14 / 2021

 Nie chce chwalić dnia przed zachodem słońca, ale póki co pracowo daje radę. Oczywiście nic się nie dzieje ot tak. Codziennie przynajmniej dwie godzinki pracy w samotności, ciszy spokoju. Czyli jak już wszyscy pójdą 😁 Niestety tak mam, że co chwilę ktoś coś chce, pracowo, prywatnie, towarzysko, różnie. Powinnam być z siebie dumna i dowartościowana, ale niestety skutkuje to tym, że wokół wciąż się dzieje. No i jeszcze Szefostwo Fabryki na czele tej gawiedzi co to tupta. Wróć! Szefostwo nie tupta, Szefostwo woła 😁 No i tak się dzieje. Pocisnęłam z robotą ostro, ale zostało mi jeszcze kilka ważnych rzeczy, no ale do końca stycznia jeszcze cała masa dni 😁😁

Weekend... Pewnie SzM znowu gdzieś będzie chciał jechać. Trochę mi się nie chce. Zwykle tak jest, a potem przyznaje mu rację, że ciągnął bo warto było. Widoczki, okolice, dobre emocje, takie rzeczy.




niedziela, 17 stycznia 2021

13 / 2021

Wczoraj spacer, zimowy, zaśnieżony, wokół jeziora, a potem wieczorem próba generalna mopa z Lidla 😁

Dziś... Leniwa niedziela... Rano szybka pobudka, odśnieżanie auta i zaśnieżonymi drogami, na szczęście pustymi, musiałam przemieścić się z miejsca A do B. Udało mi się w miarę szybko załatwić czipa więc jeszcze rano sennymi ulicami zaliczylam powrót do domu. Wzięło nas z Małą na oglądanie.

Zaraza - polski film opowiadający o epidemii ospy we Wrocławiu pod koniec lat sześćdziesiątych. Nasze własne komentarze uświadomiły nam, że jesteśmy prawie ekspertkami w temacie procedur epidemicznych i reżimu sanitarnego 😁

Nieracjonalny mężczyzna - kino W. Allena, ale dobrze się oglądało, bo z jego kinem to różnie...

Potem przełączyłam się na jedynkę żeby oglądać Osiecką, a potem na YT wyszukałam sobie jej rozmowy/wywiady żeby porównać oryginał z serialem.

W tak zwanym międzyczasie zrobiłam obiad i koncertowo spierniczylam (beza wysuszona aż za bardzo i za długo miksowany krem który jeszcze ciut i byłby masłem chyba) bezową Pavlową, ale cóż było robić, zjadłyśmy 😁

A teraz idę spać, przynajmniej taki mam zamiar. 

Kolorowych snów... 



12 / 2021

 U nas taka cudna zima...


Stalam się dziś, a właściwie to wczoraj, bo środek nocy jest, dumną posiadaczką mopa parowego. Trochę mnie rozczarował fakt, że podłoga jest mokra. Ale jest czysta, sterylna wręcz. Na szczęście jest cichy. Mam nadzieję, że nasza kota nie odreaguje 😉. Na wszelki wypadek romby dziś nie ruszałam 😁

Kolorowych snów moi drodzy. U mnie dziś oprócz lidlowego mopa, były takie atrakcje. 




czwartek, 14 stycznia 2021

11 / 2021

Zima u nas w pełnym wydaniu. Poszłyśmy z Małą do lasu z zamiarem ulepienia bałwana. Niestety śnieg nie chciał się lepić. Był śliczny, puchaty i było go sporo, ale z bałwana nic nie wyszło. 

Za to wyszedł orzeł, a nawet dwa 😉

Pytanie za sto punktów - u Was robi się na śniegu orły czy aniołki?




wtorek, 12 stycznia 2021

10 / 2021

Też macie taki problem z tym nowym rokiem? Permanentnie we wszystkich dokumentach wpisuje 2020. Niszczarka ma zajęcie 😉

Leżę sobie na sypialnianym łóżku, oko już mi się przymyka, błogość mnie dopada... Przykryta cudnym puchatym, milusim pledem i zastanawiam się właśnie czy przypadkiem nie zrobić sobie tzw. Dnia Dziecka i przyłożyć głowę do poduszki czy może jednak karnie wskoczyć w pidżamę, a przedtem wyszorować zęby i inne co nieco też. I nagle dumnie wkracza Kota. Udeptuje mięciutki pled, mości się bardzo dystyngowanie, a potem przykleja się do nogi, przysypia i co jakiś czas zaspanym okiem rzuca: nie wstawaj, bo mi tu dobrze 😁😉

No to nie wstaję. Dobranoc 🥰



😉



poniedziałek, 11 stycznia 2021

9 / 2021

A dziś na dzień dobry w pracy czekała na mnie taka piękna niespodzianka 😁

Pierwszy raz w swojej historii na moim pracowym parapecie tak mi ślicznie pokazał kolorki. Grudnik.

Uczę się cały czas tego Bloggera. Pewnie widać, że już umiem wstawić zdjęcie, prawda? Może łatwiej by mi szło gdybym robiła to na kompie, a ja tu wszystko z telefonu dziubie. Mimo wszystko tak mi wygodniej 😉

Posiedziałam dziś w pracy dwie godzinki dłużej. Trochę się odkopałam z robotą. W zasadzie to tylko ciut, ale zawsze to coś. Mnóstwo całe terminowych rzeczy zwaliło mi się na głowę i dlatego stres mnie zżera i jeszcze każdy czegoś chce, na już, tu i teraz. A do tego lęk i obawa jak to będzie ze mną dalej. Bo na chwilę obecną wygląda na to, że nawet jeśli załapię się na awans to oprócz tego, że będę musiała ogarnąć się w nowym miejscu, to trzeba będzie pociągnąć robotę na moim obecnym, bo póki co następcy brak, a jak się znajdzie to potem wprowadzić go/ją w mój temat. Czarno to widzę. Naprawdę. Ten rok będzie trudny. 
Czy pisałam o tym, że wczoraj prócz obżarstwa bezowego tortu pani na Pe  (jak Pavlova) to urządziłyśmy sobie z Małą domowe spa. Konkretnie to tym razem ja ją spa-owałam. Niech ma trochę relaksu. 
Mama jej Kawalera ma poważne problemy zdrowotne. Onkologiczne jak się okazuje. Zaczynają dopiero poszerzać diagnostykę. Jeszcze nie wiedzą czy znalezione zmiany to przerzuty czy jeszcze nie. No i martwi się to moje dziecko razem z Kawalerem. 

A Młody z Panną dojrzewają do odwołania wesela i zrobienia tylko ślubnego obiadu plus kawa i tort. 

Nasz domowy tygrys od pewnego czasu robi nam niespodzianki. Zamiast do kuwety to gubi gówienka po mieszkaniu. Nie za każdym razem, ale trzyma nas w niepewności. Zaczęła w drugiej połowie grudnia i tak raz na tydzień chyba jej się zdarzy. Wiem, na czytałam się żeby kota nie karcić, nie stresować, bo kot woła ratunku. No tak w skrócie bym to ujęła. Kombinowaliśmy różne powody. Jest już powrót do tradycyjnego żwirku, kuweta sprawdzona, prawie sterylna, tak wyszorowana, kot przebadany, z wygolonym brzuszkiem, bo miał robione usg, a gówienka też przebadane. Wszystko jest w porządku, a niespodzianki się zdarzają. Może trzeba go/ją jednak zdyscyplinowac żeby zajarzyła, że tak nie wolno... 
Jesli ktoś z Was akurat jadł coś to przepraszam. 

No i tym miłym akcentem... Kolorowych snów kochani! 


 

niedziela, 10 stycznia 2021

8 / 2021

No i po weekendzie... , dla nas długim, bo czw i pt mieliśmy urlopowy. Dziś rowerowo nakręciliśmy prawie 33 km. Ale dupka mi zmarzła, mimo że ubrani byliśmy odpowiednio. I stopy. Bardziej nawet stopy niż dupka 😁

Mała robiła dziś na ochotnika carbonarrę. A potem ja na szybciora tworzyłam bezę, która miała być koleżanką niejakiej Pavlovej. Może i była, ale chyba daleką 😁


A te dwa dni urlopu pewnie odbiją mi się za chwilę czkawką, ale wzięłam, bo raz się żyje, bo urlopu mam mnostwo, bo SzM mnie o to prosił, no i fajnie było. A jak sobie tylko pomyślę ile rzeczy terminowych mam do ogarnięcia w styczniu, którego już tak wiele nie zostało wbrew pozorom, to aż mnie brzuch boli. Ale cóż, dam radę, bo nie mam innego wyjścia 😁

piątek, 8 stycznia 2021

7 / 2021

Dziś drugi dzień urlopiku. Odpoczęliśmy po trasie eksponowanej (jak zwał tak zwał) leżąc wczoraj bykiem przed tv, a dziś ruszyliśmy na najłatwiejszą nam znaną trasę. Można wjechać kolejką, ale zrobiliśmy wszystko z buta. Wyszło nam prawie 17 km.

Ale było pięknie, magicznie, zimowo, bajkowo...