Robię to wszystko z przymusu, z powinności, by nie wpaść w próżnię towarzyska z której potem ciężko jest się wydostać. Mam wokół siebie znajomych, wystarczy dać sygnał, impuls, ale utkalam sobie w głowie, że to wszystko trwa dopóki to ja inicjuje kontakty, ale tak nie jest. Tylko brak mi bliskiej osoby która będzie przy mnie stałe, będzie ciekawa co u mnie. Bo te moje relacje są płytkie. Nigdy mi tego nie brakowało, od dłuższego czasu czuję ten brak. Mam problem z socjalizacja. Czuję się trochę jak za szybą. Nie potrafię się tak w pełni zaangażować, być ciekawa ludzi. To koło zamknięte, miotam się jak chomik w kołowrotku i sama siebie zadręczam. Pogoda piękna, jesień kolorowa, a ja nie potrafię się zmobilizować żeby wyjść z domu, tak dla siebie, dla czystej przyjemności. Przeraża mnie ta wolność, to nicniemusienie. Chyba wolę zapychać w rygorze powinności i zadań do wykonania.
Ten tydzień wolnego utwierdza mnie w przekonaniu że moment przejścia na emeryturę będę odwlekać ile się da, ile ja dam radę.
Mobilizuje się od rana by w końcu ogarnąć ten rozgardiasz w chałupie i odkurzyć kocie kłaki. Kiepsko mi to idzie. Potrzebny mi impuls do działania bo czuję się jak mucha w smole...
Zaproś kogoś na kawę do domu, będzie motywacja posprzątać ;-)
OdpowiedzUsuńTak, to dobry pomysł 😀
Usuń