Mija weekend bez planu czyli snuję się po domu bez celu, motywacji, działania, drugi dzień w pidżamie... Ponadto utwierdzam się w przekonaniu, że nie jestem typem imprezowiczki. Dałam się w ostatnio znowu namówić dziewczynom na wyjście do klubu na imprezę, na tańce. Byłam z nimi już raz, było średnio. Im podobało się bardziej, mnie średnio. Potem odpuściłam i Bogu dzięki, bo wróciły nad ranem :) A teraz poszłam no i jednak zachwytu brak, raczej średnio. Może dlatego, że jakoś nastroju do zabawy nie miałam, nie mam. Ponadto nie ma co ukrywać że one oprócz tego, że są mega pozytywne, aktywne i mają ogromną chęć zabawy, są gotowe na nowe znajomości z facetami. Nie szukają ich w klubach bo nie takiego typu szukają, ale są pełne pozytywnej energii. I tu w tym momencie ja odpadam na samą tylko myśl. Nie mam ochoty, siły ani potrzeby. Jak popatrzyłam z boku na ten targ próżności, na tych nielicznych gości bezczelnie taksujących wzrokiem bawiące się grono... Masakra.
Mój Młody ma problemy w pracy. Qrcze, bardzo mnie to zestresowało, ale w rozmowie trzymałam fason, żeby nie podlamywac Młodego. Bo przecież wszystko dzieje się po coś, bo można/trzeba potraktować to jako nowe wyzwanie, bo narzeka i nie lubi tej pracy, ale sam nie zdecyduje się na odejście więc życie zdecyduje za niego. Dałam mu siebie za przyklad.
Gdy mnie zwalniali z mojej pierwszej pracy nie miałam pojęcia co będzie dalej. Życie podrzuciło miejsce, do którego nikt nie chciał iść, a ja uznałam, że to niemożliwe żeby tam było tak źle jak mówią, bo przecież wiele zależy ode mnie. Sami wypracowujemy swoje relacje. Nie mniej jednak od początku traktowałam tamto miejsce jako tymczasowy przystanek by móc iść dalej. Potem już czekałam kiedy coś się zmieni, bo wierzyłam bardzo mocno w to, że tak będzie. To naprawdę nie było fajne miejsce, ale wypracowane tam przez blisko rok relacje procentują mi do dziś, z perspektywy czasu wiem że było warto, niematerialnie więc bezcennie. A potem zmieniłam miejsce i przyszłam do obecnej Firmy i tak przez lata wewnętrzną polityka kadrową jestem tu gdzie jestem. A w życiu bym się nie spodziewała że mogę. Wszystko podziało się dlatego że zwolnili mnie z pierwszej pracy. Bo sama pewnie bym nie odeszła.
Tak naprawdę to gdzieś tam w srodku spodziewam się, że może tak być, bo patrzę na niego z perspektywy pracodawcy, korpo-pracodawcy. Sytuację znam oczywiście tylko z opowieści Młodego, ale zarysowal mi się jakis-tam obraz Młodego jako pracownika. Bardzo mnie ta sytuacja wewnętrznie stresuje i samą siebie uspokajam mówiąc sobie że po prostu nie ma sensu denerwować się tym, na co nie mam wpływu; plus te wcześniejsze argumenty dla Młodego ;)
JuzNiePanna chyba bardzo przeżywa. Obiektywnie rzecz biorąc ich sytuacja nie wyglada dobrze na chwilę obecną. JuzNiePanna generalnie jest chorowita, z problemami, musi przyjmować stale różne leki itp., ale teraz dołączyły się problemy kardiologiczne i skoki ciśnienia. Qrcze, co oni zrobią bez ubezpieczenia medycznego, z którego korzystają nagminnie. Co chwilę słyszę o ich wizytach u roznych lekarzy specjalistów. Nawet czasem myślę czy nie przesadzają. Możliwe, że mam skrzywione podejście, bo ja idę gdy już naprawdę trzeba, a oni mam wrażenie że na wszelki wypadek i co chwilkę słyszę że coś im dolega. Takie to wcale nieMlode już pokolenie dbające o siebie, a ja to ta zgryźliwa teściowa. Pewnie przesadzam i za bardzo przeżywam i analizuje, ale tak już mam. Tu mogę sobie wyrzucić co mi na sercu i wątrobie leży.
mam nadzieję,że umłodych będzie dobrze, a te balety pań w pewnym wieku to cos zupełnie niekompatybilne ze mną, M.♥️
OdpowiedzUsuńMlodzi teraz sa chorowici, a wtedy lepiej kontrolowac sie czesto. No a z praca - pouklada mu sie, bo przeciez musi gdzies pracowac. Moze to bedzie wlasnie zmiana na lepsze? Nasze pokolenie zylo w zupelnie innych czasach. Te okresy i doswiadczenia sa zupelnie nieporownywalne.
OdpowiedzUsuń