Stali bywalcy :)

wtorek, 2 lipca 2019

😁

Melduję, że cała i zdrowa już jest odnaleziona, relacja wkrótce 😊
Dziękuję za tulaski😉

😪

Nie miała baba kłopotu to zgodziła się na adopcję kota. Potem się z kotem zżyła i doszła do momentu, gdy zdała sobie sprawę z tego, że "takie małe, a tyle miłości, radości i pozytywnych emocji".
... a potem kot zaginął.
Najgorsze, że byłam ostatnia z rodziny, która ją widziała. I wychodzi na to, że to mnie zaginęła.
To uczucie jest okropne. Raz, że zaginęła, a dwa że przeze mnie...
Ciężko na duszy, bardzo.
Niech mnie ktoś przytuli, pliz!
:(

piątek, 28 czerwca 2019

15 / 2019

Żeby nie było, że tylko narzekam. Czy już pisałam że Młody zmienił pracę? Umowa na rok, kasa wyższa, pełny social i takie tam różne jak to w korpo. Jest zadowolony. A wczoraj pochwalili się, że Panna też zmienia na lepsze :)
Wyższe wypłaty to większe możliwości oszczędzania na wesele, czyż nie? 😁

14 / 2019

Tak, temat ślubu i wesela zapewne będzie przeze mnie wałkowany jeszcze nie raz...
Młodzi stoją na stanowisku, że ogarniają ten temat sami. Trochę chyba nie mają wyjścia, bo zaraz po tym gdy nas niejako poinformowali o ustalonej dacie ślubu w kościele, SzM zapytał wprost czy aby na pewno zdążą układać do tego czasu kasę. Tak więc nawet jeśli Młody liczył na nasze wsparcie to twardo trzymamy się opcji "Wasza impreza, Wasze koszty". I powiem szczerze, że to ja mam z tym problem. Bo mam.
Bo pamiętam, że gdy pobieraliśmy się z SzM to teściowa miała to w głębokim poważaniu. Ja totalnie bez kasy, z mini pensyjką pracownika budżetowego. SzM z dobrą pensją, ale bez żadnych oszczędności, za to z obowiązkiem dokładania się do kosztów utrzymania ponoszonych przez Tesciową. Całkowite wsparcie z każdej strony zapewnili nam moi rodzice.
Po co ten wstęp? Bo ja nie chcę być jak moja własna teściowa. To z jednej strony.
Nie podoba mi się obwieszczenie nam terminu bez żadnego że tak powiem, badania rynku, zapytania, bo możemy przecież nie mieć odłożonej kasiory. Poinformowałam Młodego oficjalnym tekstem, że takie ich obwieszczenie samo z siebie zwolniło nas z odpowiedzialności finansowej. I że mi przykro że tak to ustawili. To z drugiej strony.
To oni, a raczej Młody, chce mieć wesele. Ma to być impreza na 40 osób, z DJ.
Poprosili nas byśmy pojechali z nimi poogladać lokale weselne. Owszem, pojechaliśmy, doradzalismy, cały czas zwracając uwagę na to, że to ich decyzja, impreza i koszty.
Jeśli o mnie chodzi to już mi zmiękła nieco rura i skłonna jestem wspomóc ich finansowo, ale z trzeciej strony, niech oszczędzają...

czwartek, 27 czerwca 2019

13 / 2019

Weekendowe świętowanie urodzin, z pisaniem projektu w tle i poszukiwaniem knajpy na wesele, taki miałam weekend, długi weekend.
Zamieszanie pracowe z terminową nadprogramową robotą. Bo czas zaplanowany na świętowanie i przygotowania do imprez, a tu nagle ni z gruszki ni z pietruszki terminowa robota. Brrr... Koniec końców dałam radę, zmiescilam się w czasie, samą siebie podziwiałam, ale potem musiałam nadganiac zwykłą robotę, a dziś właśnie wpadło mi pisanie kolejnej nadprogramową rzeczy...
Cóż, impreza rodzinna, jak zwykle, czyli jedni mnie wkurzają, inni tylko drażnią. Standard. Sobotnia impreza towarzyska zdecydowanie bardziej udana, przynajmniej dla mnie.
A sobotnie przedpołudnie spędzone na objeżdżaniu wybranych lokali, restauracji itp. celem wybrania miejsca na wesele. I albo termin nie taki, albo cena kosmiczna, albo lokal nie był taki fajny jak się wydawał być. Zaliczone 5 miejsc. I nadal nic nie wybrane tak na pewniaka :(
W niedzielę gdy goście już się rozjechali i gdy już odpoczelismy nieco, uznałam, że jednak trochę czasu muszę poświęcić na pracę. Odbiję to sobie wybraniem czasu wolnego w innym terminie.
Wczoraj Młodzi zaliczyli jeszcze 3 miejsca i w końcu coś ich zachwycilo, przypasowało im.
Stresuję się tym ślubem... Generalnie to bardzo dziwna ta sytuacja, Młodzi się pozaręczali i ustalili datę ślubu, a tymczasem nie znamy jeszcze rodziców Panny i póki co nic na to nie poradzimy... Nawet nie jestem pewna czy na pewno chce ich znać.

sobota, 22 czerwca 2019

12 / 2019

Jeśli o mnie chodzi to świętowania odechciało mi się zdecydowanie. Zwłaszcza w szeroko rozumianym gronie rodzinnym. Jeśli kiedyś w latach kolejnych zachce mi się imprezowac z okazji moich urodzin to niech mi ktoś przypomni te chwile. Masakra.

czwartek, 20 czerwca 2019

11 / 2019

Ten moment, gdy dowiadujesz się, że córka z samego Paryża wiozla butelkę szampana by w gronie ściśle rodzinnym uczcić Twoje urodziny... 😍
Dziś nieoficjalnie tak jakoś przy okazji Bożego Ciala, bo same urodzinki jutro i jutro cały spęd rodzinny. Pojutrze znajomi i przyjaciele. W poniedziałek jedna dawna pracowa koleżanka, która zawsze pamięta. I w piątek babska impreza. Uuuu... ależ mi wyszło świętowanie...

wtorek, 18 czerwca 2019

10 / 2019

Miał być luz...
Są chwile w pracy gdy jest luz, blues i fajerwerki w zwolnionym tempie, ale bywa też inaczej. Zazwyczaj gdy szefostwo ma wolne to w pracy jest luzacko. Chyba że szefostwo zadzwoni i przepraszając zleci Ci dodatkową robotę na tak zwane wczoraj. I wtedy robota musi palić Ci się w rękach... A luz diabli wzięli 😪

PS

9 / 2019

Ileż to razy układałam sobie w głowie co mam zapisać na blogu, żeby przewietrzyc głowę, uporządkować myśli, rozpracować samą siebie, wyrzucić złe emocje i myśli, bo mam wrażenie, że tych dobrych to ostatnio jakoś mniej... I zawsze mi było/jest jakoś nie bardzo po drodze.
Powinnam wpisać przynajmniej hasłowo, z nadzieją że kiedyś uzupełnię...

Czarna doopa w głowie, bo okrągłe urodziny już za moment, i niestety nie są to czterdzieste... Dumam i myślę, że sporo już za mną, mniej do przeżycia niż już przeżyte i takie tam trele morele.

Poza tym syndrom pustego gniazda. W głowie mam otwarty tryb pod nazwą "mogłam być lepszą matką" i jakoś nie muszę specjalnie się starać by zaciągnąć poczucie winy, wyrzut sumienia i żal, że to już nie wróci, że było minęło, że mogłam lepiej, inaczej... W akcie psychodesperacji rozważam zadanie dzieciom, a może i SZM  pytania tekstem otwartym "czy byłam dobrą matką?", ale chyba wewnętrzny strach przed pogrążeniem samej siebie skutecznie póki co mnie przed tym powstrzymuje.

Młody zmienił pracę. Póki co jest ok, wrócił do tego sektora gdzie zaczynał tuż po studiach. Narazie zadowolony. W samych pieniądzach prawie tysiaka miesiecznie ma do przodu. Na razie szkoli się wyjazdów. Zobaczymy, pożyjemy. Oby mu się...

Z uwagi na konieczność, już po wyszkoleniu, dojazdu do pracy i fatalny stan wiekowego auta, którym Młody dysponował, zdecydowaliśmy by pomóc mu kupić auto. Wyłożona przez nas kasiora, której Młody ma do spłacenia mniej niż połowę. Myślę, ze to dobry biznes. Nawet jeśli właśnie zaczynasz oszczędzać na wesele. Ale jakiś wewnętrzny głos każe mi się zastanawiać czy to na pewno było dobre posunięcie. Jakoś tam było coś o wędce. I mam wrażenie że nie daliśmy wędki tylko usmażoną rybę. Ale jednak ta mniejsza połowa sama się nie spłacić... Ale to w końcu nasze dziecko przecież...

Co do weselnych spraw to jestem pod wrażeniem ich organizacji (Tak, to jest ironia! Niestety...)
W temacie ich ślubnych planów jeszcze nic nie drgnelo, a byłabym zdziwiona mocno gdyby się okazało, że już ogarnęli temat. Poinformowali nas w Dniu Matki. Tj. 26 maja, a dopiero wczoraj 16.06 obdzwaniali zasugerowane przeze mnie restauracje.
Tak, wiem, obiecywałam sobie, że nie przyłożę ręki, że to ich zadanie. Ale to było silniejsze ode mnie... Zrobiłam im listę lokali godnych zainteresowania. Sama siebie usprawiedliwiam tłumacząc się, że my przecież mamy lepsze rozeznanie w knajpach niż oni. My bywamy, oni nie... No więc obdzwaniali, weryfikowali ceny i warunki. Jeszcze nic nie zaklepane... Ustalony termin w kościele trzeba chyba będzie przesunąć...

Nie wiem jak to rozegramy... Póki co w otwartym tekście powiedziałam, że poinformowanie nas o terminie, tak kompletnie bez wcześniejszej rozmowy, i nie o pozwolenie mi idzie, ale o zwykłą rozmowę na zadany temat, więc takie tylko  podanie info zwalnia nas z jakiegokolwiek "obowiązku" partycypowania w kosztach. Na pewno będziemy chcieli, bo nie wyobrażam sobie nie pomóc, ale póki co niech walczą i składają kasę. Niech to dla nich będzie niespodzianka.

O rodziców swoich też się martwię. Tak na zapas, że przecież przyjdzie czas, że trzeba będzie się nimi zaopiekować bardziej. A mają swoje lata i choroby. I oczywiście wciąż się kłócą, a jeden nie odpuści drugiemu. Ostatnio mało brakowało byśmy obdzwaniali szpitale w poszukiwaniu tatencjusza. A jemu się tylko telefon zepsuł...

... z Małą tracę kontakt. Ona jest do bólu dyskretna. Dochodzę do wniosku, że nie znam jej koleżanek. Wstydzę się podpytać ją o intymne sprawy. Przeraża mnie świadomość, że od momentu gdy stała się kobietą, partnerką, ma już trzeciego chłopaka. I zastanawiam się jak głęboki był ten ostatni związek, a jaki jest obecny. Naiwnie tłumaczę sobie, że wspólne nocowanie nie musi być równoznaczne z seksem w czystej postaci.

Już sobie postanowiłam, że musimy gdzieś sobie obie wyskoczyć razem, może i nawet wyjechać, bo ucieknie mi ten czas i nie wróci... Pierwsze co pomyślałam o jakimś wypadzie babski wakacyjnym, a potem że może lepiej zacząć od weekendu a nawet kina, bo tak chyba będzie bezpieczniej 😁

O matko, już tak późno, a ja tu dziubie i dziubie, na telefonie, klik po kliku...

Przepraszam, że nie zaglądam do Was, przyznaję bez bicia. Ale po 1. to jeszcze nie ogarnęłam tej przestrzeni, a po 2. jakoś czasu brak. Ale będę nadrabiać zaległości, muszę Was odnaleźć, przetrzeć ścieżki, poznać nowe nicki...
Jeszcze tylko ciekawa jestem kto się tu u mnie rozgląda, a pojęcia nie mam gdzie to sprawdzić.
Kto był tu u mnie z wizytą?

czwartek, 30 maja 2019

który numer?

Doopa zbita, nie potrafię się tu poruszać... Jak stworzyć listę blogów, do których zaglądam? Masakra jakaś... No dobra, nie po to tu przyszłam, żeby narzekać. Odrabiam więc zadanie domowe pod tytułem aktualizacja bloga i zaległe wpisy:-)

Najpierw poświątecznie...
...qrczę już niewiele pamiętam, a wiem że sporo rzeczy chciałam sobie zapisać... Zacznę od tego, że jednak zaprosiliśmy brata z rodziną do nas. W niedzielę wielkanocną po południu na kawę i ciacho. Tak więc od samiuśkiego ranka moi rodzice plus teściostwo, przez śniadanie, obiad, zjestę poobiednią, aż do popołudniowej kawy z ciastem, na które zaprosiliśmy mojego brata z rodziną. Cokolwiek by nie mówić było miło i wcale tego nie żałuję. Na Poniedziałek umówiliśmy się spontanicznie na wycieczkę rowerową, a że pogoda była ładna to i wycieczka się udała, mimo tego, że nawet nas nieco pokropiło. Zaliczone 65 km.

Potem był długi weekend, 
który spędzaliśmy w domu, zdecydowani również na aktywne spędzanie czasu. I tak też było. Fajny to był czas, bo oboje mieliśmy urlopy i dla nas to był cały week, a nie tylko weekend :-) Wypad z Młodymi na pyszne jedzonko i mandat od władzy za prędkość to w sobotę, potem była impreza biegowa (niedziela), leniwe oglądanie seriali (poniedziałek), Zoo w Ostrawie (wtorek), wspólne rowerowanie 58 km (środa), wycieczka do ładnego miejsca - pałac w Mosznej (czwartek),  leniwe oglądanie seriali (piątek), Czeski Cieszyn (sobota), i na sam koniec ładowanie akumulatorów w niedzielę z oglądaniem międzynarodowego biegu w TV.

A w tym czasie Młoda Mała wycieczkowała zagranicznie czyli zwiedzała Paryż, a my opiekowaliśmy się naszą kotką :-)

W tak zwanym międzyczasie dowiedzieliśmy się, że Młody i Panna zaręczyli się i póki co żadnych innych terminów nie biorą pod uwagę czyli na razie o ślubie cisza :-)
Z tymi zaręczynami to powinnam osobny wpis chyba popełnić. Ale postaram się w telegraficznym skrócie, hasłami i w punktach tak sobie ku pamięci :)
- Informowanie rodziców przez telefon o zaręczynach to nie jest dobry sposób. Nawet jeżeli chcesz się podzielić informacją trzy minuty po zdarzeniu. Bo jeśli wcześniej nic mówiłeś, że planujesz to jest to szok i niedowierzanie :-)
- Pielgrzymowanie po kolei po rodzinie (dziadkowie i chrzestni rodzice) z głoszeniem tejże wieści dla mnie prywatnie jest śmieszne i kompletnie niepotrzebne, ale to nie moje decyzje.
- Akcja z babcią czyli moją matencją pod tytułem "czemu ten pierścionek taki malutki?" przejdzie do historii, jako kolejna opowieść jak to matencja się wpinkala w życie innych z czystej życzliwości i że przecież to nic złego.

Już poweekendowo obejrzeliśmy w TV ten osławiony Botoks i powiem tak - mnie się podobał, a opinie są różne.
Zaprowadziłam moje autko do mechanika, który zrobił wszystko co trzeba (jakieś filtry, hamulce i takie podobne), ściągnął ze mnie kasę, ale powiedział, że teraz to już tylko lać paliwo i jeździć :-) A nasze najstarsze auto, które dostało się Młodemu niestety pokazało różki i sprawiło sporo problemów przy przeglądzie technicznym. Tak więc stanęło na tym, że Młodzi będą składać kasiorę na nieco lepszy model, bo ten to już tylko na złom, ale póki jeździ to jeździ, ale przyszłości nie można z nim wiązać, a inwestować w niego się już nie opłaca.
Było też w międzyczasie spotkanie babskie u mnie, bo się SZM deklarował, że jedzie na szkolenie, a jak przyszło co do czego to szkolenie odwołali, ale ja swoich koleżanek nie :-)
I całkiem nie tak znowu dawno zaliczyliśmy wyjazd na weekend w góry z pracową ekipą SZM. Jak zwykle było fajnie :-)

A zaraz po powrocie dojrzałam do decyzji i od poniedziałku zmieniłam sposób odżywania czyli przeszłam na post dr Dąbrowskiej. I nie będę ściemniać, że chciałam sobie cokolwiek uleczyć, nie, zrzucić kilogramy chciałam i nadal i wciąż chcę. Dzisiaj mija 11 dzień postu. Na razie zrzuciłam prawie 4 kilogramy wagi. Czuję się świetnie. Nie biorę leków na nadciśnienie, a parametry mam wzorcowe. Ale nie ukrywam, że tęsknię do normalnego jedzenia. Powinnam sobie robić zdjęcia tego, z czego rezygnowałam, bo przecież dieta :(  Same pyszności, niestety.

Dzień mamy z naszymi mamami świętowaliśmy wcześniej bo w sobotę. W niedzielę świętowałam biegowo, a po południu od Młodych dowiedzieliśmy się, że mają już w kościele ustaloną datę ślubu! Wakacje 2020. Szok. Nawet liczbę gości już mają ustaloną. Tylko żadnej rezerwacji gdziekolwiek i kasiory na ten cel , ale kto by się tym przejmował, rzecież jeszcze czasu mnóstwo:-)

Problem jeszcze tylko mały taki jest, że Młody właśnie szuka pracy, jeszcze pracuje, ale tylko do końca miesiąca, bo zmiany w firmie. Wczoraj był na jednej rozmowie o pracę, jutro idzie na drugą. Trzymam kciuki niechby mu się w końcu udało znaleźć miejsce, gdzie mu będzie dobrze.

Nie pchamy się do nich, nie chodzimy, nie wydzwaniamy. Mają od nas luz. Zapraszamy do nas, zabieramy na wycieczki, na obiad. Nawiązujemy relacje, ale ponieważ mam tzw. schizę w postaci mojej matencji, której zawsze było w naszym życiu za dużo to bardzo się staram by tak nie robić.

Pod koniec tygodnia czeka mnie spotkanie klasowe (liceum), które właściwie prawie sama zorganizowałam. Mieszane uczucia mam.

I tyle... idę spać.

Miłego dzionka życze, tym, którzy tutaj zajrzą :-)