U terapeuty...
Przyszłam tu po to by w końcu pokazać swój ból.
Tak naprawdę nikomu go nie pokazuję. Nikt nie wie co we mnie siedzi. Wszyscy widzą tylko tyle ile ja im pokazuje. Jestem ogarnięta, samodzielna, często w ruchu, na zajęciach, spotkaniach, wyjazdach. Tak, mam dobre opakowanie. Tylko środek cały pokaleczony i pokruszony. Dlaczego nie uzewnętrzniam się? Bo nie chcę stawiać nikogo w niekomfortowej sytuacji. Nie chcę nikogo kłopotać, obarczać swoimi troskami. Bo co to zmieni... Nie chcę też być oceniana. Do dziś pamiętam określenie dotyczące innej osoby, ale też w żałobie. "Ona sprawia wrażenie, że to się stało wczoraj". Nie chcę tak. Wiem, że to się stało dwa lata i 9 miesięcy temu. Nie czuję już tak intensywnie tej straty. Wydaje się że się przyzwyczaiłam. Nawet wyszukałam kilka dobrych stron mojego obecnego życia. Ale irracjonalnie sama wracam do tamtych złych momentów, do tych czarnych godzin gdy życie mi się zawaliło. Wtedy mam wrażenie, że jestem bliżej SzM. Nie gloryfikuje go, nie ubarwiam, nie wybielam, ale brak mi oparcia, poczucia komfortu, bezpieczeństwa, czyjejś troski.
Dlaczego nie mówię o tym dzieciom? Bo nie chcę ich obciążać swoim bólem, nie chcę żeby się o mnie martwili. Mają swoje problemy, troski i radości i problem z mamą chyba jest im jak najmniej potrzebny. Staram się ich wspierać, bo chyba od tego jest rodzic. Nie chcę robić sobie z nich terapeutycznych poduszek, ale wiedzą, że wróciłam do terapii.
Jestem po drugim spotkaniu z terapeutą. Tam puszcza mi wiele i pojawiają się zalążki łez, ale wyćwiczony mechanizm powstrzymywania się od chęci płaczu jeszcze działa. Podobno dobrze jest nauczyć się płakać. Bo przez płacz dobrze rozładowuje się emocje, stres. A ja do śmierci SzM płakałam tylko wtedy gdy nikt nie widział a i to było rzadkie. Moja Mała po raz pierwszy zobaczyła mnie płaczącą w covidzie, ona miała wtedy 23 lata. Bo ja zawsze byłam tą silną babą, jak ten Atlas co wszystko brał na siebie, czy jakoś tak. I potem płakałam już bez opamiętania w dniu śmierci SzM. I w kolejnych...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz