Kontynuując temat... Wydawało się, że wszystkie komornicze zaległości z głównym udziałem JuzNiePanny zostały juz spłacone. Wszystkie, o których wiedzieli. A tu zonk. Skoro stara zaległość jest na JuzNiePannę to nie ma co się kopać z koniem. Była pełnoletnia, nie ubezwłasnowolniona, nie ma podstaw prawnych do czegokolwiek by to z siebie zrzucić. Pasożyty niestety kompletnie nie poczuwają się do odpowiedzialności. Trochę mam wrażenie że byli i są tacy beztrosko olewajacy w stosunku do Mlodych, bo wiedzą że my/ja im pomogę. Więc oni po prostu rozkładają ręce, bo mają trudną sytuację finansową i koniec. Można by powieść napisać o tym jak Pasożyty są nieogarnieci, jak kombinują, ile rzeczy nie spłacili, jak do tego doszlo, itd. Nie chce bo po pierwsze to ich życie, ich decyzje, ich beztroska i dopóki nikomu nie dzieje się krzywda to ok, ale okradaniu w białych rękawiczkach mówię zdecydowane nie. A po drugie nie chcę się niepotrzebnie nakręcać i spalać. JuzNiePanna znowu zdołowana na maxa. Ileż ja się na gadałam... Terapeutyczne gadki jej wstawiałam niejako strzelając sobie trochę w kolano tekstami o braku obowiązku, powinności troski o swojego rodzica. W hierarchii dbania najpierw ma być ja i mąż/żona czyli moja własna rodzina. A dopiero potem rodzice. Dobrowolnie, bez przymusu i powinności. A już na pewno nacisków i emocjonalnych szantaży z cyklu "nic, tylko się powiesić". Szczerze jej współczuję i bardzo mi jej żal, ale prawda jest taka, że to jej historia ciągnie ich oboje na dno. Nie chce mi się wierzyć w to, że Młodzi odetną się od Pasożytów radykalnie i konsekwentnie, bo to są w końcu jej rodzice. Fakt, że jakiś czas temu Młodzi odcięli się od nich jako źródełko wsparcia finansowego i kasy pożyczkowej. Myślę, że gdy Pasożyty umrą to wtedy sytuacja się unormuje.
A z innej beczki...
Czy ja pisałam że planowałam wyjazdowe Święta z Małą? Młodym też proponowałam, nawet z moją częściową partycypacją w ich kosztach, ale JuzNiePanna nie chciała spędzać Świąt bez rodziców. O ironio. Teraz sytuacja im się zmieniła, zobaczymy na jak dlugo. A rezerwacja zwolniona. Wigilia będzie u mojego brata, bo nas wszystkich zaprasza. Zapraszał, dał czas do namysłu i gdy potwierdzałam, miałam wrażenie, że do końca miał nadzieję, że ja jednak odmówię. Cóż, każdego szkoda.
Spokojnej nocki
Takich rodziców nie zazdroszczę, może ich sądem postraszyć?
OdpowiedzUsuńNie polegaj na wrażeniach, nie musiał przecież zapraszać w ogóle...
jotka
OdpowiedzUsuń"dopóki nikomu nie dzieje się krzywda to ok" - ależ dzieje się - ich dziecku - jest emocjonalnie szantażowana, Twojemu dziecku -on obrywa rykoszetem, ich obojgu, bo są ograbiani, żeby nie powiedzieć okradani. Jej rodzice są z gatunku ludzi, którzy nie powinni mieć dzieci :-(
a moze faktycznie nie jest to zly pomysl? moze kiedy Ty im uswiadomisz, ze o dlugach nie tylko wie corka i jej maz, ale i Ty, to sie troche opamietaja.. w koncu Ty jestes dla nich obca osoba i moze troche poczucia wstydu bedzie czyms co Pasozyci potrzebuja? oby!
UsuńJeżeli długi zaciągnęła synowa (nieważne, że dla rodziców) to musi je spłacić. Ja bardziej skupiłabym się na tym żeby nie zrobiła nowych zobowiązań, bo żona syna jest wyraźnie pod wpływem rodziców. Rozumiem, bo sama taka byłam. Co prawda moi rodzice nie oczekiwali pomocy finansowej ode mnie, ale schemat był taki sam, " my starzy, biedni pięćdziesięcioletni". Nie uczyli się nowego świata 1989+, bo i po co? Od tego mieli "niewolników" czyli swoje dzieci.
OdpowiedzUsuńWiem, że oboje są pełnoletni, ale jakby odrobinę " niegramotni"? W tym wieku ludzie kupują mieszkania, budują domy, więc muszą się z tematem zmierzyć. Darmowa pożyczka od mamy jest odruchem serca, ale tylko konserwuje sytuację. Nie jest moim zamiarnowe m hejtowanie, chce tylko podkreślić, że jeżeli synowa nie odczuje bólu, to będzie podatna na "wyzwania". Z tego co pamiętam starsi państwo wynajmują mieszkanie. Co się stanie jak ich nie będzie stać na wynajem? Wprowadza się do młodych? Co będzie jak zaczną cchorować? Weźmie Ich na utrzymanie? Raczej państwo nie oszczędzają na starość? Jeżeli synową jest jedynaczką to czarno to widzę.
Blog czytam chyba od początku, nigdy nie komentowałam, ale teraz jakoś nie mogłam przejść obojętnie. Pozdrawiam serdecznie.