Założyłam sobie, że do lutowego wyjazdu opracuję sobie fotoksiążkę z zeszłorocznego wyjazdu do Ameryki, zrobię porządek ze zdjęciami w telefonie, bo chcę zrobić miejsce na nowe, w laptopie, bo tylko je poprzerzucałam ze swojego starego lapka... Zabierałam się do tego od dawna i cały czas podchodzę do tego jak pies do jeża, jakbym chciała a nie mogła. Zamiast podejść do sprawy zadaniowo czyli fotoksiążka i gites, to zaczęłam od przeglądania rzeczy i zdjęć w laptopie i... to nie jest, nie był dobry pomysł. Moje świadome zanurzanie się i brodzenie w tamtym życiu ze świadomością, że było minęło i nie wróci, pachnie masochizmem na dużą skalę.
Do amerykańskich zdjęć wracam z przyjemnością i chyba muszę podejść do tego zadaniowo bez nurkowania do starych zdjęć w laptopie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz