Najpierw zaległości czyli...
Karnawał w Rio.
Ten wyjazd to był sztos. Sześcioosobowa babska ekipa czyli matki i córki :) Mieszkanie przy Copacabanie, dosłownie, bo od budynku do oceanu 5 minut, tuż obok Ipanemy. Prawie wszystkie podstawowe punkty turystyczne zaliczone, karnawał uliczny z każdej chyba strony poznany, pokazy i parady karnawałowe razem z mega imprezą na Sambodromie zaliczone, figura Jezusa obejrzana z góry z helikoptera, ścieżki w lesie tropikalnym podeptane naszymi stopami, przy okazji zaliczone różne cudne widoki i plenery i kąpiel pod wodospadem, nowe smaki kuchni brazylijskiej i opalenizna nabyta bez specjalnych starań. Dłuuugo by opowiadac, bo dwa tygodnie to jednak kupa czasu i mnóstwo się działo. Warto było, bezapelacyjnie. Mamy cudowne wspomnienia. Bezcenne. To wszystko było super fantastico. Dziś nie chce mi się wierzyć, że naprawdę tam byłam.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz