I już po. Plany sobie, a życie sobie. Tak to zwykle bywa.
Sobota udana, spokojna; pogaduchy z Małą, szybkie święcenie koszyczka, rekonesans na mieszkaniu Matencji, odwiedziny u Matencji i potem goście u mnie, babskie pogaduchy pt. dwie mamy i dwie córki. Słowem plan wykonany, goście zadowoleni. Mała bardzo emocjonalnie reaguje na pogarszający się stan babci czyli Matencji. Bardzo przeżyła odwiedziny u niej, a przecież jest lepiej niż było w ostatnim czasie. Złapałam się na tym ile radości sprawił mi fakt, że Matencja obiema rękami piła z kubka-niekapka, albo że potrafiła unieść głowę z poduszki. Okropna jest starość. Stan Matencji był przedtem tak kiepski że zdałam sobie sprawę z tego że powinnam przygotować jakieś ciuchy by ją ładnie ubrać do trumny, żeby potem nie biegać z szaleństwem w oku. Co nie znaczy, że przygotowałam.
Niedzielne wielkanocne śniadanie wspólnie z Małą zjadłyśmy w pidżamach, bo Młodzi do nas nie dotarli. Młody zadzwonił rano, że w nocy targalo nim w obu kierunkach plus gorączka, nie wiadomo czy zatrucie czy grypa, więc zostali w domu. Dawniej spakowałabym pół lodówki i zawiozła im. Teraz nie wychodzę przed szereg, a poza tym dieta wskazana :) Potem odwiozłam Małą, bo bagażnik był pełen różnych przydasików z mieszkania Matencji. Wracając od Małej pojecham na cmentarz do Teściowej, potem na drugi do SzM i Tatencjusza, a potem odwiedziłam Matencję. A potem kompletnie nie miałam co robić... Wcześniej zrezygnowałam z "zaproszenia zwrotnego" do siostry SzM, a innych brak więc spędziłam leniwie czas w towarzystwie telewizora. Nie ukrywam, że doła miałam mocno sentymentalnego. Naprawdę mocno, ale też kompletnie brak ochoty na towarzystwo.
Poniedziałek zapowiadał się nienajlepiej, bo świadomie zrezygnowałam z "zaproszenia zwrotnego" do brata. Co to jest "zaproszenie zwrotne"? To moja definicja... Kiedy robisz "sprawdzam", bo zazwyczaj Ty zapraszasz do siebie, a w tym roku czekasz do ostatniej chwili, mając nadzieję, że ktoś będzie chciał Twojego towarzystwa w czasie Świąt, ale nic się nie dzieje, więc na ostatni dzwonek jednak zapraszasz kogoś do siebie, a w odpowiedzi dostajesz zaproszenie do tego kogoś. Nagroda pocieszenia? Ochłap? Litość? Bo wypada?... I to jest zaproszenie zwrotne. Więc zaczęłam dzień z TV, bez ochoty na integrację albo jakąkolwiek aktywność, ale usłyszałam w serialowych dialogach by pozwolić sobie pomóc, by się nie izolować, by zmusić się do integracji, więc zaprosiłam do siebie koleżankę. I spędziłyśmy miło czas.
Ten tydzień będzie krótki, ale aktywny. Poniedziałek już minął, a w piątek mam urlop; oprócz standardowej pracy, dodatkowo zajęcia aktywizacyjne, kino, joga i babski wyjazdowy weekend.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz